>
Nie radzę sobie z pustką. Nie radzę sobie z ciszą. Nie radzę sobie gdy jestem sama. Nie radzę sobie z moją głową.
NIe zbudowałam w około siebie stabilnego kręgu, który będzie moim gruntem na życie. Nie mam nikogo kto mi powie że postępuję dobrze, że wyjdę z tej przepaści i zaświeci słońce - muszę tylko podnieść ręce do góry i lekko się podciągnąć. Nie ma nikogo kto powiedziałby mi jak mam to zrobić, kto podciągnie za linę gdy będę chciała się wspiąć.
Każdy widzi że jest źle, że wołam o pomoc, ale jedyne co mają do powiedzenia to to że będzie dobrze. Ale co będzie dobrze? Jak ma być dobrze? Co to znaczy że będzie dobrze?
Po ich słowach że bedzie dobrze, czuję że u nich będzie dobrze jak w końcu dam im spokój, jak przestanę powtarzać im moje wołanie.
Tyle ludzi, nikt nie chce wziąć tego ciężaru na siebie.
Jak ja mam się wydostać z tego, jeśli osoba która planowała spędzić ze mną resztę swojego życia, po moim płaczu przeszła do porządku dziennego, jeśli uznała że to kolejna próba z mojej strony wylania żalu..
Jak ja mam się wydostać z tego sama.
newhope9622
Siostra, ludzie nam nie pomogą w tym... musimy same... niestety tak jest. Z jednej strony lekcja życia, żeby w końcu postawić na siebie i sobie coś dać, docenić siebie, zadbać nardziej o siebie. Heh.. tylko że łatwo mówić trudniej zrobić gdy nie ma się motywacji do tego, gdy nie ma nikogo obok... wiem co czujesz... trzymaj się.
beantisocial
Ja podjęłam decyzję i na razie jest trochę lepiej. Najbardziej boję się ciszy..
newhope9622
Cieszę się, trzymam kciuki ;)
destruoida
To najsmutniejsze co dziś przeczytałam, nie wiem co napisać. Bym cię przytuliła i zabrała od ciebie cały ten ciężar
beantisocial
Dziękuję. Sama świadomość że ktoś jest, czyta, obserwuje jest cennaInni zdjęcia: 5.12.25 rena1ch4n1676 akcentova... closedworld17... maxima24:) dorcia2700... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24