photoblog.pl
Załóż konto
Dodano: 9 MAJA 2024

43.

Nigdy nie kończę tego, co zaczęłam. Może dlatego, że jestem absolutną fanką początków, koniec jako taki napawa mnie niepokojem. W hołdzie własnemu komfortowi usiłuję ostatnio robić wieczorami coś dla siebie, nie dla świata. Próbowałam oglądać serial, ale nie nadaję się do tego, ciągle zasypiam. Tak było od kiedy pamiętam - patrzenie w ekran sprawia, że odpływam. Przerzuciłam się na książki. Na wiele książek, które jednego dnia zaczynam, a potem odkładam na półkę, by kolejnego dnia zacząć kolejną książkę. Mam w domu jakieś zakładki, ale och, nie mam pojęcia gdzie, pewnie w tych zaczętych wcześniej książkach. Teraz wciskam pomiędzy kartki cokolwiek - wizytówki, zdjęcia, ulotki z pizzerii, a nawet wymiętolony skrawek papieru, na którym zapisywałam ostatnio nuty na pianino. Nie mam pojęcia, jak grać z nut, wiecznie próbuję coś ze słuchu, zapisuję nuty i jeśli gram ponownie to samo, to... wciąż robię to ze słuchu. Czuję się jak odwrócony kompozytor. Jak saper, który rozbraja wybuchniętą już bombę. Mówi się "wybuchniętą"?

 

Wzbiera we mnie znów ten ucieczkowy mood. Muszę stąd wyjechać chociaż na dwa - trzy dni, inaczej przysięgam, postradam zmysły. Jestem jak chomik w kołowrotku. W tle Gracie Abrams śpiewa "too soon to tell you I love you", ale ja myślę, że zawsze jest świetny moment.