Photoblog.pl

Załóż konto
exif
Wyświetleń: 69

Muszę się wygadać przed samym sobą. Słyszę, że mnie nie zna, że nie pozwalam nikomu na zbliżenie się do mnie. Pozwalam. Cholera jasna, dopuszczam ludzi do siebie; opuszczam gardę i jestem jak otwarta księga. Słyszę, że nie mówię o sobie, że nie potrafię komunikować się z nią. Kocha mnie, ale nie potrafi mnie zrozumieć i mnie nie zna? A co ja jeszcze mam zrobić? "To jest moja mina, gdy troszkę żartuje, zapamiętaj też ton, jest nieco wyższy niż normalnie"? O, tu, na środku czoła jest idealne miejsce, którym może przyjebać baranka w ścianę. Jak ja mam dać się zrozumieć, skoro ludzie oczekują, że wypunktuję każdą cechę swojego charakteru i powieszę na drzwiach wejściowych? Są osoby i wydarzenia, które były dla mnie ważne w przeszłości, ale moje pójście naprzód oznaczało poradzenie sobie z nimi, zakopanie ich i zapomnienie. Dlaczego ona nie potrafi zrozumieć, że są takie części mnie i mojego życia, których po prostu nie chcę odgrzebywać, bo przyrzekłem sobie, że zostaną pod ziemią i tam zgniją? Dlaczego słyszę, że nie liczę się z pragnieniami innych, kiedy to inni jedynie wymagają? Od półtora roku łamię swoją dumę i czasami rezygnuję z godności, naginam własne zasady, aby tylko była usatysfakcjonowana. I zawsze, zawsze jest jej za mało. A ja z dniem dzisiejszym stawiam grubą ścianę. Bo kiedy potrzebowałem kogoś, kto ciepłym słowem i miękkim ramieniem odgoniłby lodowate wspomnienia, to czułem że jestem jeszcze bardziej popychany w ich kierunku. I nie chcę już się męczyć.

"Nic nie mówisz, nigdy nic nie mówisz."

MÓWIĘ. KRZYCZĘ. WRZESZCZĘ! KURWA MAĆ, OTWIERAM SIĘ ZARDZEWIAŁYM NOŻEM O POSZARPANYCH KRAWĘDZIACH, ŻEBYŚ, WIDZIAŁA WSZYSTKO CO WE MNIE SIEDZI. ZA PŁYTKO TNĘ? ROZCINAM NIEODPOWIEDNIE ZAKAMARKI MOJEJ DUSZY?!

Jeśli nie dostrzegasz tego, że dla ciebie krwawię, bo w tej krwi są moje słowa i myśli, to nie zasługujesz na moją miłość. Jeszcze niedawno bym prosił, abyś została i mnie przytuliła, ale od kilku dni marzę tylko o tym, abyś zostawiła mnie samego. I nie mówię tego, aby zastosować jakąś odwrotną psychologię, ale może lepiej jeśli znajdziesz kogoś innego. Bo ja wysiadam. Mam dosyć bycia tym "gorszym" tylko dlatego, bo nie mówię ci wszystkiego. Wróć. Ty się wściekasz, bo nie słyszysz tego, co chcesz słyszeć. A ja nie zmienię sposobu wyrażania siebie tylko dlatego, bo tobie trzeba wszystko łopatologicznie tłumaczyć. Z każdym dniem się oddalam. Z każdym dniem coraz bardziej nie chcę być częścią twojego życia.

Czy jestem na ciebie zły? Absolutnie nie. Jest mi po prostu... przykro. Nie w sposób depresyjny, płaczliwy, rozdzierający duszę. Jest mi przykro. Smutno wręcz. Ale jest to uczucie, z którym pogodziłem się jakiś czas temu. Bo zawsze jest super przez kilka dni lub tygodni, a potem wszystko wraca; cała ta nienawiść, żal. Przez kilka dni całujesz, kochasz, odpowiadasz na wyznania, pragniesz się kochać... a potem wszystko znika. Przestałem już wyznawać uczucie, przestałem pragnąć, przestałem naprawiać. Jestem obojętny. W przykry, a jednocześnie pozbawiony emocji sposób - obojętny. Nie pozwolę sobie na kolejne tygodnie autodestrukcyjnych wzorów zachowań. Rzucam kostką, czekam na to aż przestanie się turlać, bym mógł zobaczyć co wypadło.