Photoblog.pl

Załóż konto

W chaosie zawsze tkwi odpowiedź. 
zapisz

Będę żoną? Jak to zabawnie brzmi

Wracam tu. 

Pisanie tu koiło. Bardzo. Dawało podgląd na moje emocje, zawarte w każdym słowie, zwrocie, barwnej metaforze. 

Jednak teraz szaleją we mnie uczucia tak ogromne, że nie sposób ich opisać. Toż to graniczy z cudem!

 

Kochani, ta srebrna obraczka, która zamyka w uścisku Księżycowy Kamień ... jest moim zaręczynowym pierścionkiem. 

Tak. Kilka dni temu, nad naszym polskim, bynjmniej  nieidealnym Bałtykiem, mój ukochany ofiarował mi swoje całe serce, w prostym pytaniu 

"Wyjdziesz za mnie?" 

Mojej odpowiedzi pewnie się domyślacie ; )

 

 

Cholera, zaskoczył mnie! Także mam swoje 18 lat, narzeczonego i łzy w oczach. Jutro mamy w planach powiedzieć moim rodzicom o tym wszystkim. Boję się cholernie. Nawet nie wiem czego. Chociaż moi przyszli teściowie byli bardzo zadowoleni z takiego obrotu sprawy(dziś to im powiedzieliśmy) 

Aaaaaaa! Jest druga w nocy a ja wam zdaję relację z jednego z ważniejszych dni w życiu, a piszę jakbym była pijana. 

Czy szczęściem można się upić? 

Chyba tak. 

 

Dość! 

Spokojnej nocy życzę. 

 

~

Pierścień jest wykonany przez niesamowitą Silmarienart

 

Wpis artlife759
Piękne nogi. Nie, całokształt tej fotografii jest piękny.


ś: pieczony chlebek+twarożek+pomidor
II ś: 2x jabłko
O: 2x tost z serem żółtym + suówka z kapusty kiszonej
p: 4x ciastko
k: serek ziarnisty + keczup+ pomidorek
taki se ten bilans. jutro będzie lepiej!

Ohh jak szybko zleciał mi ten tydzień. Mamy piątek!
Dziś idę do wegańskiego baru kupić ciasto dla mojego wikinga. Ucieszy się.
Chcę pokosztowac trochę wypieków stamtąd, to pewnie zamówię soboe jako urodzinowy tort ;)

Usłyszałam od tesciowej że jestem bajecznie żywiołowa. Hmmm... podbudowało mnie to, bo kiedyś uważała mnie za takiego mamlasa, cichego ślimaka. Wiecie taka kluska. Hah, a może to ja się tak tylko czułam przy tym wulkanie energii o rudej czuprynie? W każdym razie miło.


Dobranoc. Nie powinnam isc znów spać po północy. A tu niedługo pierwsza w nocy. Przydałoby się więcej godzin w dobie.

Słońce, bunt i panna młoda.

Słońce, bunt i panna młoda.

Na ślubnym kobiercu stanę w wianku z żywych kwiatów. Tak, to jest to. 

Tylko przeszkadza mi w wizji ślubu... kapłan. 

Dobra, dobra, niech wpierw trafi na moją dłoń błyskotka to inaczej pogadamy. 

Ale lubię o tym myśleć. A raczej o wspólnym życiu, rozwijaniu się, uzupełnianiu, niż o tym kiczowatym przedstawieniu, jakie teraz zazwyczaj się odgrywa na weselach. 

 

Czy u was też tak cudownie świeci słońce? Ten przyjemny ciepły wiatr na twarzy, rozkwitające kwiaty. 

Nawet ludzie wydają się tacy... bardziej ludzcy. Mam ochotę słać każdemu przyjazny usmiech, 

śmiać się z rozkosznych dzieci, brykających po ulicach Dużego Miasta. Teraz za oknem pada deszcz

i już tęsknię za promieniami słońca na twarzy, nawet tymi nieznośnie wpadającymi przez brudne szyby autobusu. 

Chce się żyć, chce się żyć. 

Marzę by wyjechać gdzieś w dal, z dala od miast i ludzi. 

Tańczyć boso po trawie

Pić fantastyczne soki z owoców i jeść same warzywa. 

Robić tylko to co kocham.

 

 

Bilans: 

Ś: Twarożek + grejpfrut

II Ś: owsianka z truskawkami i bananem

O: Pieczona cukinia i pieczarki z kaszą gryczaną + kanapka z żółtym serem

K: Makaron z szpinakiem i jakieś wegańskie ciastka którymi mnie poczęstowała tesciowa ; ) 

 

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10

 

Wracam do was na stałe. Lubię pisać tu moje dziwne myśli wypływające wprost z nieokiełznanego łba. 

Dobranoc wam! 

 

Psychopatka

Psychopatka

Leżę na biurku 

Do góry nogami

Tak, że nogi mam wyciągnięte na ścianę pionowo

Patrzę na parującą zieloną herbatę 

Na mojej szafce nocnej 

i obmyślam plan, który zakłada połączenie X-dziesięciu kolorowych słomek 

by przepompować ten napój, który ponoć ma tyle właściwości! Prosto do mojej jadaczki. 

Tak, kiedyś tego dokonam. 

Póki co muszę ruszyć swoje cztery litery i z rozpaczą stwierdzić 

że picie do góry nogami

Jest głupie. 

 

No dobra, wróćmy do punktu wyjścia. Leżę. Na biurku. I myślę. 

Myślę, że ludzie mają strasznie dziwne programy wpakowane w główki. 

I TO jest dziwne! Wierzą w zasady, nie Boga. Wierzą w medycynę, gzie z ręki lekarza ginie tyle osób, że aż słabo mi się robi na myśł o tych zmarnowanych istnieniach. Nie mówiąc już o karygodnych i nazwijmy to po imieniu sposobach "zabijania", które ponoć mają hahah leczyć? 

Dzieciak się rodzi. Bum nieszczęsna duszyczka została sprowadzona na Ziemię. Na powitanie wtacza mu się do żył przeróżne szczepionki, które pięknie pakują mu rtęć do mózgu. Niektóre matki już od pierwszych dni karmią tą malutką istotkę chemicznym gównem mlekiem. 

Ok dzieciak jako tako rośnie. Jeszcze dobrze mu ząbki nie wyskoczyły to już zakleja mu się gębę czekoladą, cukrem itp. Sadza do tabletów, padów, komputera, telefoników i innych pierdolców, które już od tak młodego wieku, robią mu papkę z mózgu. Ale przecież jest się takim wspaniałym rodzicem! Przecież sprawiam mu przzyjemność! Patrz jaki dzieciuch uhahany. A od takiej czekoladki przecież nie umrze (Lepiej mu sparalizować cały system immulogiczny a potem dziwić się czemu cały czas chore dziecko?!)  A jakie zachwycone jak wypala sobie gałki oczne od rana do nocy tabletem <3 Jeszcze jakby było mało trucizn w ówczesnym jedzeniu, to na niebie rozprzestrzeniają się chemitrialsy. 

Kolejny etap - wdrążenie do systemu edukacyjnego. No kaplica. Wiecie, że ponad 85% dzieciaków na początku ma zadatek na geniuszy? A co robi sytem oceniania? Mały dostanie banie i już ta nauka taka... no niefajna. Jeszcze rodzice dochodzą z swoimi chorymi ambicjami i nic dziwnego że dziś 12-latek z flaszką w parku to niemal codzienny widok. Od małego człowiek jest niewolony, wpajane mu są schematy zachowań, co wypada, co nie wypada, co ma mówić, w co wierzyć, co ma robić, nawet jak ma wyglądać! Bo inne dziś = gorsze. Nie masz Airmaxów i Phona? Jesteś gównem.

Presja szkoły, presja społeczeństwa i presja wywierana przez... samego siebie. Człowiek się gubi. Dlaczego tak wielu jest samobójców, którzy często nawet 18 lat nie skończyli?! 

Potem praca, która nie przynosi spełnienia. Małżeństwo które staje się jałowe. Potem okres który mnie WKURWIA u starych bab czyli paciorki, pacioreczki, modły. Nic mnie tak nie WKURIWA jak te ciągle plecione modlitwy, które mają zamaskować swoją kurewskość, gorzkość i skurwysyństwo. 

(Ostatnie moje przeżycie? Zostać zwyzywana i skwitowana że na nic nie zasługuję, a potem słyszę (2 minuty nie minęły) pierdolenie modłów. <maniakalny śmiech> )

Uogulniam i to strasznie, zdaję sobie z tego sprawę. Moim celem było uchwycenie najbardziej charakterystycznego schematu "egzystowania". 

 

Dlaczego tak jest? Dlaczego najdoskonalszy twór Stwórcy tak naprawdę nie żyje? Dlaczego stajemy się zgorzkniali, zapominamy, że jesteśmy tworem miłości? Dlaczego tłumimy w sobie emocje? Dlaczego boimy się samych siebie? Dlaczego katujemy się tym, że nie możemy być doskonale dopasowani do każdej kategorii? chcemy na siłę się zaszuflakdować, jednocześnie dążąc ciągle i ciągle do tego co nas NIEWOLI. Rozmyślamy, martwimy się, cierpimy z powodu rzeczy, nad którymi nie mamy wpływu. 

Uświadom sobie, że tak naprawdę wolny się urodziłes. Świat może i się skurwił. Ale TY nie musisz. Bądź ponad tym. Ostatnio w głowie utkwił mi tekst z jednego serialu "Wojownik nie martwi się tym, nad czym kontroli nie ma". Systemu w pojedynkę nie zmieni się. Walka i bunt też są swego rodzaju zniewoleniem. Jednak można zrobić coś o wiele wspanialszego. Uwolnić samego siebie, wyzbyć się schematów zachowań, być ponad nimi. Może nie kontrolujesz tego chaosu wokół, ale pamiętaj. Kontrolujesz cały wszechświat - który nosisz w sobie. 

 

polecam w wolnej chwili posłuchać https://www.youtube.com/watch?v=7VG5LPxWRG4 Może jakość nie jest powalająca, ale słowa tej kobiety są tak krzepiące. Otwierają oczy. 

Widzę w niej światło. 

 

Wskrześ mnie.

Świat się skurwił. 

TY nie muszisz.

 

Posłuchaj

 

2 miesiące dość regularnie mogłam umieszczać tu moje przemyślenia, opisywać dni. Dało mi to ogromny podgląd na moje zachowania, uczucia. Na siebie samą. Interesujące. 

 

Znów upadłam wiecie? 

Ocieram krew z ust. 

Rozpościeram obolałe ramiona.

Przemywam wodą twarz. 

I uparcie znów zwracam swą zmęczoną twarz 

w stronę światła. 

 

Wrogiem i sprzymierzeńcem jestem sobie. 

 

Ale mam w sobie nadzieję. Wierzę, że przezwciężę to wszystko, co mydli mi oczy i odciąga od moich pragnień, celów,  marzeń. 

Pragnę harmonii. Bym już zawsze była sobą, a nie tylko zaznaczała dni kiedy czuję siebie w sobie. Pragę być w mojej materialnej powłoce już ZAWSZE. 

 

Usprawiedliwiam siebie, że to system ,religia, bliscy mnie niewolą. Wiecznie zwalałam na wszystko winę. Ale wiecie co? To ja siebie niewolę. To co wymieniłam, nie zaprzeczę, ma w tym swój ogromny udział, ale jeśli obudziłaby się we mnie moja pełna siła, doskonałość, światłość, to czy te śmieszne aspekty życia rzeczywiście byłyby niewolące? Właśnie. Wtedy byłyby niczym. Marnością. 

To ja sama zbudowałam wokół siebie mur. Każdego dnia wysuwam z niego pojedyńcze cegiełki i patrząc przez nie, widzę prawdę. To właśnie te momenty gdy czuję siebie w sobie. Po tych lukach w murze wspinam się do góry, by uciec z tego więzienia. Czasem jednak potknę się, wyśliźnie mi się prawda z rąk. Mam wtedy tendencję do panicznego odwrotu i na nowo łatania dziur w murze. Zamknąć się w bezpiecznej sferze. Dać się omamić lukrowej iluzji świata.

Jednak wierzę. Wierzę. Wierzę, że ucieknę z tego lokum fałszu. A gdy to zrobię, wrócę i zniszczę doszczędnie tą barierę w moi umyśle, bym nigdy więcej nie znalazła się po niewłaściwej stronie.

 

Seek truth. Find answers. Live free. 

 

 

 

Dziś TO podbiło moje serce. To tak cholernie prawdziwe. Ludzie, nie bawcie się w kościół. 

Chrystus nie był chrześcijaninem. 

Budda nie był Buddystą. 

Mahomet nie był muzumaninem. 

To nauczyciele, którzy uczyli miłości. 

Ich religią była MIŁOŚĆ. 

Powrót wilka nocy.

Powrót wilka nocy.

Oh tak bardzo buntuje się wszystko we mnie

przed tym, co szczescia mi nie daje. 

Tak bardzo jestem skołowana tym ciagłym przymusem 

Przymusem by wstać i żyć. 

Marionetka w rękach systemu. 

Nie mam czasu 

Nie mam czasu na nic. 

Szukam chwilowego szczescia, które potem sprawia mi tak potworny ból 

że znów pruję paznokciami skórę,

Ze wstydu gryzę przedramiona. 

Oh zatracam się, zatracam 

Wypełnia mnie muzyka. Ona jest we mnie, wokół, wszędzie. 

Trzyma w ryzach przed załamaniem. 

Odurzyłabym się czymś. Moje wibracje znów obrały krytycznie niski poziom. 

Oh ile jeszcze razy mam się zabić, ile razy mam się odrodzić 

By w końcu zacząć żyć. Żyć w pełni. Już do końca, nieustępliwie, niezmiennie. 

W Harmonii. 

Czemuż o czarny wilku mieszkający we mnie, znów się pojawiłeś? 

Znów wyrywam kawałek serca z piersi, by dać ci żreć. 

Pożera mnie wstyd. 

 

Uciec uciec uciec 

 

i nie wracać więcej do rzeczywistości. 

 

 

Ale odrodzę się. 

Znów bo znów. 

Ale uparcie, ODRODZĘ się. 

Prokrastynacja

Prokrastynacja

Czuję się tak bardzo nijak nijak nijak.

Od rana rodzice mnie z domu wyrzucają do kościoła, do spowiedzi.

Och, jakby wiedzieli że nie chodzę tam już od dłuższego czasu. 

Chyba by mnie obdarli ze skóry, posolili, spalili i połamali. 

 Czuję się tak... zniewolona. 

 

 

Śniadanie: pancakes z owocami 

Obad: Sałatka i tosty żytnie 

Podjadłam: masło orzechowe, owoce 

Kolacja: budyń na mleku sojowym z goją i sokiem malinowym

1600 kcal. 

Aktywność: skakanka 1 h 

 

 

 1 2 3 4 5 6 7 8 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31

 

Wczorajsza podróż do bram teatru

Oh, niesamowita ta grafika. Kolejne fotografie to teatr im Juliusza Słowackiego w Krakowie (nie moje).

~

Wczorajszy wyjazd do Krakowa był fenomentalny. Myslę, że znalazłam bratnią duszyczkę w koleżance z klasy. Jej przyjaciółka nie jechała (biedna rozchorowała się) i akurat się dosiadła do mnie, na czas podróży. I jak się pogrążyłyśmy w rozmowie, tak skończyłysmy dopiero o 19, jak wróciłyśmy z Krakowa i  rozeszłyśmy się w swoje strony (a wyjazd punkt o 6:00!) 

Wczoraj wyjątkowo nie trzymałam z dala od ludzi z klasy (chcąc, nie chnąc, nie było to zbyt możliwe x)  ) Nie spodziewałam się, że tyle tematów poruszę. Tyle się dowiem o osobach, z którymi przecież zyję na codzień. O tych złych jak i dobrych aspektach. 

Jednak człowiek spętany szkolnym stresem, zachowuje się inaczej niż na takich wypadach. 

Wróciłam do domu z wielkim uśmiechem. Wykończona, lecz szczęśliwa. 

Spektakl był niesamowity. Sama aura tego monumentalnego teatru, nadawała całemu przedstawieniu niecodzienny wyraz. Aula tearalna, zdobiona złotem i wyrafinowanymi rzeźbieniami, sprawia, że oddech grzeźnie w płucach. To zachłyśnięcie się pięknem chwili. To docenienie, że jest się TU i TERAZ. To oderwanie się od szarości dnia, by zapełnić go barokowymi ornamentami i fikcją sztuki teatralnej.  "Opętani" Witolda Gombrowicza, to dzieło, przez samego autora, traktowane jak "niechciane dziecko". Porusza on problem ludzi :równych i równiejszych", czyli podziału na szlachtę i niższe warstwy. W swoim dziele zręcznie autor nakreślił intrygę, mimo że z banalnym rozwiązaniem, zajmowała ona umysł wręcz do ostatniej sceny. Obłęd z miłości, moment upadku i wypełznięcia demonów skrytych pod skórą. toksyczne relacje ludzi, pasja, tajemnica i mord. 

 

 

~

 

Czerwony dzionek! 

Łups. 

Piąteczek, piątunio i za bardzo sobie dziś pofolgowałam.

 

 

Pomóżcie.

Ogólnie to kapnęłam się, że... jem za mało kalorii? Pytajnik, bo nie wiem już w co wierzyć. Czasem jak w ciągu dnia wcinam całe michy sałatki to ja jestem mega najedzona, a kcal nie dobijam nawet do 1200. Zastanawiam się, czy jak planuję sobie dużo warzyw w ciągu dnia, to smecjalnie wcinać może śniadania bardziej kalorycznie? Myśłicie, że jak jem tak do 1200, 1600 to będzie mi organizm magazynował? Moje BMR to 1450 o ile wierzyć internetowym kalkulatorom.

Dopiero od tygodnia zainteresowałam się liczeniem kalorii, bo znalazłam przyjemną aplikację, w której bardzo łatwo i szybko można wprowadzać dane. (Tam wgl mi obliczyło, że by schudnąć ppowinnam jeść 1380) Na początku to bardziej z czystej ciekawości wpisywałam tam bilanse, a teraz taka własnie mnie refleksja naszła. 

Może dlatego, że jem tak mało kcal na codzień to czasem  mam swoje śmieszne kompulsy? (już nawet nie pamiętam kiedy był ostatni)

No nie wiem co robić. Internety mi mówią że na utrzymanie powinnam wcinać 2400 kcal. To na redukcje pewnie minus te 300, to 2100.

No ale tyle nie dobiję x ) Znowu ta aplikacja obliczyła 1380. To może tak środek? 1600? 

No nie wiem co o tym wszystkim sądzić, dlatego zwracam się do was x )

 

 

 

 

 1 2 3 4 5 6 7 8 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31

(No to cisnę teraz do końca na zielono! ot co! moje wyzwanie ; ) ) 

16.03.2016

16.03.2016

Niesamowita jest ta fotografia.

 

~

Jutro udam się w podróż do Krakowa. Znów zawitam w najpiekniejszym teatrze, jaki kiedykolwiek widziałam. 

 

 

 

Ś: Omlet z warzywami

II Ś: płatki jaglane na sojowym i pomarańcza z daktylami

O: zapiekankaa jaglana

P: Sok pomidoowy

K: Wafle ryżowe z masłem orzechowym i banankiem+ 3 biszkopciki (no nie mogłam odmówić siostrzenicy, uroczego nocnego podwieczorku z gronem jej pluszaków. Przecież, to takie niegrzeczne)

 

Aktywność: jakieś abs z XHIT 

 

 

 1 2 3 4 5 6 7 8 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31

(jejciu ten kalendarz niesamowicie mi się podoba. Pierwszy raz tyle zielonych dni. Duma) 

School is killing me.

School is killing me.

Jakim prawem funkcjonują w szkołach nauczyciele, którzy są, nie by nauczyć, lecz by zgnoić ucznia? 

Gotuje się we mnie. 

Dziś moja wychowawczyni przeżyła swoją śmierć tysiąc razy w moich myślach. 

Szkoła sprawia, że czuję się pusta w środku. 

Ale nie, nie dam im tej satysfakcji. 

 

Bilans: 

Ś: Wafle ryżowe z masłem orzechowym i bananem (uwielbiam!) 

II Ś: kawałek serniczka jaglanego i "fit pączek" (ogarniacie? U mnie w sql rozdawali takie przysmaki, bez cukru!) no i to co wzięłam czyli płatki jaglane na mleku sojowym + daktyle+ pomarańcza (to ostatnio moje ulubione II śniadanie) 

O: Zapiekanka jaglana + butelka soku pomidorowego

P: tost żytni z serem żółtym + kilka biszkoptów i babeczka (zjedzone czysto dla przyjemności) 

K: Omlet z suszonymi pomidorami i całą górą sałatki

 

 

Dużo, ale dobrze mi z tym. Kiedyś dałabym sobie czerwony dzień za te biszkopty i babeczkę, ale czuję się zbyt dobrze, by nie zaliczyć tego bilansu. Jutro będzie lepiej. Więcej warzyw mi się chceeee 

 

 

 

Spokojnej nocy. 

 

 1 2 3 4 5 6 7 8 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31

 

 

 

 

Bilans 14.03.2016

Bilans 14.03.2016

Czasem warto się pokłócić, choćby dla samego pogodzenia. 

 

 

posłuchaj 

 

 

Bilans: 

Ś:omlet z warzywami

IIŚ: płatki jaglane na sojowym mleku+pomarańcz i daktyle, potem jabłko i jeden wafel ryżowy z czeko

O: Zapiekanka jaglana

K: wafle ryżowe z masłem orzechowym i bananami. 

 

Aktywność: 40 min skskanki. 

 

 1 2 3 4 5 6 7 8 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31

Powiew wiatru.

Powiew wiatru.

I założę kamień fluorytu

Burzę moich włosów, ozdobią fajntastyczne pióra

Założę białą, lekką sukienkę, której nie szkoda poplamić sokiem soczystej pomarańczy.

Ani pognieść, w miłosnych igraszkach.

Gdy siedząc na chłodnej trawie w jakimś zakątku lasu,

nieskalanym przez obecność innych ludzi,

pocauję lekko Jego kącik ust,

by uciec zaraz i tańczyć w lekkich podmuchach wiatru

i chłonąć każdy promień słońca na rozgrzanej skórze. 

Słońca! 

Jak ja pragnę jego ciepła. 

Tak bardzo wolna

Tak bardzo lekka

Tak bardzo...

 

play

 

Rozmarzyłam się trochę, gdy przeglądałam dziś odmęty internetów. Promienie słońca, ptaki, taniec boso po trawie, zapchach jodły, biała sukienka targana wiatrem. Oh jak te ilustracje wciągnęły mnie w wir moich pragnień i marzeń.

Biała sukienka. To od niej się zaczęło! Dziś miałam niepohamowaną ochotę ją ubrać. Jakże wielkie było moje rozczarowanie, gdy uświadomiłam sobie, że takowej nie posiadam. Chyba w kolejny weekend wybiorę się do Dużego Miasta, w poszukiwaniu mojego ideału w second-handach. Stamtąd mam najwięcej sukienek i tylko tam można znaleźć tak niebanalne, niepowtarzalne kreacje.  Mam sentyment do tego typu zakupów. W zwykłych sklepach wszystko jest tak.. nudne? Sztampowe, schematyczne, zwykłe, banalne.

Więc, by zaspokoić głód posiadania takowej, wciągnął mnie wir ilustracji. 

Do głowy wpadło mi kilka refleksji. 

Zmieniłam się. 

Zawsze, gdy było coraz bliżej do wakacji,  wyobrażałam sobie siebie. Jak to ja nie schudłam, wyrzeźbiłam ciało bla bla bla. NO i przychodziły te upragnione wakacje. I co? Zwykle byłam taka, jak w momencie, kiedy siebie wyobrażałam. Wtedy pojawiała się gorycz i rozczarowanie. I po co? 

To zachowanie pokazało mi pewną tendencję u ludzi. Może was też to spotyka. 

Ludzie myśląc o przyszłości kreślą ją zazwyczaj jako szcześliwą, lepszą od dnia dzisiejszego. Hoho jeszcze jak sobie coś postanowią, to dopiero są wyobrażenia! Nie mówię, że to jest złe. Sam porces marzeń jest magiczny. Jednak ilu z nas, zakończyło swoje świetlane wyobrażenia własnie na nich? Będę taki/a, będę umiał/a to, a to; moja codziennośc będzie taka a taka. 

Jak wielu z nas ciągle kreśli cele, a w sumie by je spełnić... no właśnie. 

 

Zauważyłam jeszcze jedną tendencję. 

Weź jakieś swoje zdjęcie. Przyjrzyj się. Co czujesz? 

Ja z reguły, z REGUŁY, patrząc na nie miałam wrażenie, że wtedy było lepiej. Życie było łatwiejsze. Zaczynałam trochę idealizować siebie, z minionych lat. 

A jak jest z zmarłymi osobami? Mówi się, ze o zmarłych nie mówi się źle. W końcu, stało się to regułą. Ale czy to nie dziwne, że przed zgonem dana osoba była wredna, kłótliwa, głupia, wgl taki szkodnik społeczny, a potem zaczyna ją się gloryfikować? Nagle jej ukryte "dobre cechy" wyłażą i to tylko je się widzi. 

I tak jest prawie zawsze. (Wiem coś o tym. Dość często sama muszę załatwiać sprawy pogrzebowe, gdy moi rodzice są poza domem) 

 

Do rzeczy. O co mi tu właściwie chodzi? 

Popatrzcie. Skupiamy się na przyszłości, kurczowo trzymamy się przeszłości. 

Tkwimy pomiędzy czymś co już, albo jeszcze NIE ISTNIEJE! 

Jak możemy osoągnąć marzenia, skoro DZIŚ nie robimy NIC? 

Jak możemy się rozwijać, skoro dusi nas przeszłość? 

JAK? 

Przeszłość jest już historią. Przyszłość jest fikcją. To DZIŚ jest DAREM. 

Tylko od Ciebie, zależy, jak go wykorzystasz. 

 

 

 

 

 

Bilans:

Ś: sałatka z lodowej + grzanki z żytniego chlebka

O: zapiekanka z kaszy jaglanej 

P: sałatka owocowa

K: żytni z masłem orzechowym i plasterkami bananna

 

Aktywność - Metamorfoza E.Ch.

 

 1 2 3 4 5 6 7 8 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31

ściema lukru.

ściema lukru.

 

posłuchaj

"Jeżeli piękno zasługuje na potępienie 
Jeżeli mądrość potęguje jedynie zło
Jeżeli szczęście jest przeszkodą dla zbawienia
To osądzi mnie bezduszna wieczna noc"

Jakże mocno mam ten fragment  wyryty w sercu.

 

~

Oh jak mnie irytują ludzie, zakochani na zabój w życiu, oblepionym wstrętnym lukrem fałszu. Dziwię im się i współczuję, bo gdy lukier i czekolada stopi się pod ciepłymi palcami, pozostanie syf i wyrzuty sumienia. Wtedy już wszytko nie będzie miało smaku landrynek. Gorycz codzienności przebije się przez cukierkową otoczkę kłamstw. 

~

Czuję siebie w sobie. 

Lubię to pisać. Lubię to czuć. 

~

 

Bilans

Śniadanie: omlet jaglany z pomarańczą i jogurtem + pół jabłka

II Śniadanie: butelka soku pomidorowego i kromka żytniego z rzodkiewką. 

Obiad: ryż brązowy z sosem pomidorowym i cukinią + sałatka z pekińskiej.

P: 3 pralinki daktylowe i kiwi

Kolacja: Pudding chia z owocami goji i morelą suszoną (planuję)

1354 kcal

Aktywność (planuję) 40 min skakanki i/lub chodakowska metamorfoza.

 

 

 1 2 3 4 5 6 7 8 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31

Krwisty kwiat

Krwisty kwiat

Obracam ją, patrzę.

Szkarłat jej płatków,
niczym krew, mieniąca się w zgniliźnie wspomnień.
Ostrość jej kolców, jak ból skryty za skorupą maski.
Subtelnie muskam ją wargą.
Mimo pieczy kolców, umiera.
czy widzisz jej delikatność?


Bezbronność.


Piękno.

 

Dostrzegłeś.
I ocaliłeś.

 

 

Niebieskooką różę. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Bilans: 

Ś:omlet z warzywami

II Śniadanie: jabłko, sałatka z kaszą gryczaną

Obiad: ryż prązowy z sosem pomidorowym z cukinią

Kolacja: pralinki daktylowe

Aktywność: nie wiem, lecę zrobić jakąś chodakowską. Chyba Turbo. 

 

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31

 

Wpis artlife759

Śniadanie: 

sałtka z pekińskiej i buraczków

II Śniadanie: 

Sałatka z lodowej i kaszą kryczaną + jabłko

Obiad: 

Zupa pomidorowa z ryżem + potem wrzuciłam banana

Kolacja:

2.5 kanapki z pomidorem, ogórkiem kiszonym i keczupem (keczup mogłam sobie darować, mój jedyny grzeszek) + butelka soku pomidorowego. (Może macie jakieś pomidorowe do polecenia? Muszę sobie potas uzupełnić eh... ) 

 Aktywność : 40 min skakanki. 

 

Wymarzłam 2 h na różnych przystankach autobusowych. Tak się kończy jak się jest na tyle nierozgarniętym i wsiada do złego autobusu -.- skończyło się na tym, że A musiał mnie zgarniać z jakiś dalekich wsi (y) 

No i nie nuczyłam się na matmę, bo wróciłam chora (y) ale już się lepiej czuję. Przynajmniej nie trzesę się z zimna i nie mam zamglonego obrazu przed oczami. Oh zbawienna wit C. 

 

Chociaż wolałabym się źle czuć i nie pójść do sql. Cholera, szkoła mi przeszkadza w nauce, wiecie? Więcej się uczę jak zostaje w domu. No bo co, z sql przyjeżdżam PADNIĘTA to jak się ma człowiek JESZCZE po lekcjach, po nocach uczyć? Tak to wstaję sobie wyspana i pełna motywacji. Tak wertując podręczniki od bio mogę nawet nie jeść, nie pić tylko czytać czytać czytać. (HA! przez to się też matmy nauczyłam. Poeprzyć matmę. Bioloooogiaaaa <3 )

 

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31