>
Ilekroć sobie pomyślę, że uwolniłam się od cuchnącej przeszłości, to ona zawsze wie, gdzie tym razem się ukryłam. Jątrzy się pod plastrem i boleśnie o sobie przypomina.
Który to już rok w terapii? Nawet nie chce mi się liczyć.
Jak minęły te ostatnie dwa lata? Na życiu i planowaniu. A plany, ah te plany. Zmienne jak zawsze.
Poznań kusi mnie rogalami świętomarcińskimi i zadbanymi kamienicami.
Kocham to miasto i coś tak czuję, że byłaby to miłość odwzajemniona.
A tymczasem...
Pisanie do szuflady nabrało realnego kształtu. Jak ten słonecznik, szukam słońca.
Brak czasu i sił odbiera mi możliwość powrotu na deski. Ile można działać na pełnych obrotach bez miejsca na regenerację?
No dzieje się.
Nie będę ukrywać.
Czas po trzydziestce chyba nie bez powodu jest nazywany magicznym. Człowiek próbuje zmieścić w roku tyle ile nie udało mu się upchać przez ostatnie dziesięć lat. Poczucie upływu czasu jest dobijajace.
Dotyka mnie to bardzo.
P.S. 7 listopada 2025 roku odbędzie się wystawa mojego malarstwa. Także, jeśli ktoś będzie wtedy w Szczecinie, to może wpaść. Z ciekawości, sympatii lub jej braku.
Es.