Photoblog.pl

Załóż konto

All The Cold 

2019/05/23   

 

« następne   poprzednie »
Fakt, w moim dzieciństwie wydarzyło się wiele syfu. Przez pierwsze 6 lat nie znałam ojca, mimo, że rodzice byli razem. Gdy w końcu wprowadziliśmy się z matką i bratem do Gdańska, byliśmy rodziną przez rok. Potem z matką zmienialiśmy mieszkania, miasta, jej nowych partnerów co rok. Matka zmieniała tez numery i nie pozwalała podawać adresu ojcu. Wszyscy jej faceci pili, awanturowali się i często sprawiał im trud dotrzeć do domu, więc zasypiali na klatkach. Jeden z nich, który był najdłużej z matką, trzy lata- pozwalał sobie wobec mnie na zbyt wiele. Matka się domyślała, ale wolała nie mieć pewności. Ja wolałam, by nikt się nigdy nie dowiedział. W szkole się śmiali, bo wciąż te same ciuchy, na lekcję z robieniem kanapek przyniosłam suchy chleb. nie było nic poza tym. Szybko się wycofywałam z wszelkich relacji. Matka powtarzała, że nikt nikogo nie lubi, że wszyscy tylko obgadują, śmieją się. Gdy ktoś mnie pobił, mówiła, że mam być twarda i sobie radzić. Nigdy nie przychodziła na wywiadówki, nie płaciła składek, nie interesowała się czy mam komplet zeszytów czy książek do szkoły, czy moje ciuchy mają już kolejne dziury, a nogawki są wysoko ponad kostki. Największym szczęściem była kolejna przeprowadzka. Mogłam uciec, na chwilę byłam w szkole tą nową, fajną- po 2 tygodniach w każdej szkole byłam już czarną owcą. Tą z którą nie siedzi się w ławce, a jak zetknie się z nią na korytarzu- to ma się zarazę. W Międzyzdrojach mojemu bratu wykopano kiedyś grób w lesie, wepchnięto go tam i dźgano kijami. On szybko z ofiary zamienił się w chuligana. Potem w szkole był tym znanym, silnym. Nas matka w domu rozdzielała, nie pozwalała ze sobą rozmawiać, zbliżać się, przebywać w jednym pomieszczeniu. Żebyśmy czasem się nie pokłócili i jej nie przeszkadzali, bo była zajęta migreną i leżeniem w łóżku. Kiedyś spaliśmy na jednym prześcieradle na podłodze, odgrodzeni od matki segmentem w jednym pokoju. Gadaliśmy pół nocy, biegaliśmy sami po podwórku, mieliśmy swój klub. Ja, mój brat i nasz (ale bardziej jego) kot. Potem byliśmy sobie jak obcy. Nie odzywaliśmy się do siebie w domu, więc i w szkole. Mijaliśmy się na korytarzu jak obcy. Nawet nie wiedział, że jego koledzy mnie prześladowali. Matka nawet nie chciała wiedzieć. Była zajęta szkoleniem mnie od 9 roku, bym przejęła wszystkie domowe obowiązki. Nigdy więc nie było czasu na naukę. Ważne, że ona miała czas na migrenę. Potem miałam dość. Miałam 12 lat i przez swoją chęć 'ucieczki' wylądowałam na toksykologii. Mając 15 lat tak samo. Potem wszystkim mówiła, że jestem chora psychicznie. Poznałam Damiana mając 18 lat. Od razu się wyprowadziła, rzuciłam szkołę, podjęłam pracę, zaszłam w ciążę- i musiałam wrócić do matki. Bo "się wypaliło, wracaj do matki" Urodziłam, pracowałam z 3 tygodniowym noworodkiem na rynku, w domu sprzątała, gotowałam, odrabiałam lekcje z młodszym bratem. Ale cały czas byłam dla niej beznadziejna. Byłam jej wrzodem, którego i tak nie chciała się pozbyć, bo mimo wszystko był pożyteczny. Gdy jednak zaczęła atakować moje dziecko, wyzywać, wyśmiewać, mącić, by zabrali mi go do domu dziecka... Pierwszy raz w życiu się jej przeciwstawiłam. I wylądowałam na ulicy w towarzystwie miastowej opinii niezrównoważonej kurwy- jaką mi wyrobiła. I teraz nie wiem, czy przez to wszystko nie jestem w stanie nigdzie już poczuć swojego, bezpiecznego miejsca- czy to gdzie jestem naprawdę nie jest dobrym miejscem. Cieszę się również tymi lepszymi wspomnieniami, które mimo wszystko mam. Budowanie pod fortepianem z bratem wehikułu czasu. Często godzinami czekaliśmy tam na powrót ojca z pracy, by przeczytał nam baśnie Andersena. Psychologiczne rozmowy 6 i 8 latka z kotem o tym czy lepiej jest być dzieckiem czy kotem. Ponoć tylko mój brat znał koci język, heh. Bieganie po lasach i mówienie, że kiedyś uciekniemy tak daleko, że nawet nie będziemy potrafili wrócić, a oni nas znaleźć. To, że brat po ojcu zawsze chciał zostać strażakiem. I przed śmiercią- zdążył. To, że zanim odszedł- zdążyliśmy zburzyć mur i 3 dni i 3 noce ryczeliśmy i rozmawialiśmy o wszystkim. szkoda, że nie jestem w stanie spełnić Twojej prośby i pokochać matkę. Nie znam puenty tego tekstu. Chyba jeszcze za wcześnie by mówić, że jestem na etapie, w którym mogę spokojnie mówić o puencie. Ona charakteryzuje się jakimś zakończeniem. Sokół- Uczę się uczuć/ Angela/ W dół brzuchem
2 komentarze
smutnalekcjazycia  - 23/05/2019 18:37:53
Przeczytałem Twój wpis 3h temu i wciąż mi siedzi w głowie.. :/ Ja też nie miałem lekkiego dzieciństwa (tata po wypłacie znikał na 2 tygodnie w kasynie a jak wracał robił awantury z rękoczynami włącznie), ale w porównaniu z Twoim to, to była sielanka.. :( Trzymaj się Koleżanko i pomimo wszystko uszy do góry!
allthecold - 24/05/2019 7:14:31 z telefonu komórkowego
Mnie w domu akurat nie bito jakoś strasznie- tyle ile większość dzieciaków musiało przejść z zapoznaniem z pasem. Ale sama żałuję, że nigdy tej s... kobiety nie udeżyłam- to jedyna rzecz, którą chciałabym zmienić z przeszłości.
A nastawienie ogólnie mam pozytywne- tylku tutaj taki obraz nędzy i rozpaczy- gdzieś muszę kumulować ten syf, a myślę, że lepiej na piśmie niż w głowie ;)

Najnowsze wpisy

Wpis allthecold

 

Wpis allthecold

 

Wpis allthecold

 

Wpis allthecold

 

Wpis allthecold

 

Wpis allthecold

 

Wpis allthecold

 

Wpis allthecold

 

Wszystkie wpisy