>
Dziś byłam z córka na zakupach w galerii. Gdy rozmawiałyśmy, powiedziałam jej o tym, że kiedyś byłam tu codziennie. Trochę niedowierzając, zapytała, czy kupowałam tu tak czesto;
-własciwie nie, tylko oglądałam rzeczy i liczyłam na to, że choć jedno z ubrań, które mi się podobają, kiedyś, przy odrobinie szczęścia, kupie na promocji. Jeśli zaoszczędzę i nie wydam kieszonkowego na jedzenie w sklepiku szkolnym.
Odparłam
Tak było kiedyś, w szkole średniej. Galeria mieści się obok dworca. To byla moja codzienność, Czekałam po szkole na autobus do domu, czasem ponad dwie godziny, rysowałam lub chodziłam po sklepach, tylko oglądałam, nie chciałam przymierzać ubrań, bo było by mi jeszcze gorzej.
Mieliśmy wtedy gorszy okres finansowy, nie mogłam sobie pozwolić na fajne ciuchy, raz na pół roku coś sobie kupiłam, a tak to pozostawało mi przerabianie rzeczy z ciuchola.
Spódnice która kupiłam na promocji jako pierwsza, nadal mam w swojej szafie, pamiętam jak ten zakup mnie cieszył i jak czułam się w niej wyjątkowo. Kosztowała chyba 24 zł, 5 dni oszczędzania, szkolny tydzień.
Dziś uświadomiłam sobie, że mam to wszystko o czym kiedyś mogłam tylko pomarzyć, kupuje co chcę, bez liczenia, martwienia się, że mi braknie, idziemy i zamawiamy co chcemy do jedzenia, wracamy samochodem, kiedy znudzi nam się łażenie.
Może jestem czasem zmęczona, ale mam powody, dwójkę dzieci, własny biznes, zajmuje się domem i ogrodem, rysuje i tworzę inną sztukę. A w tym wszystkim wspiera mnie super facet. Mam więcej niż mogłam oczekiwać.
Mogę cieszyć się każdym dniem, mam po co wstać, jestem szczęśliwa