photoblog.pl
Załóż konto
Dodano: 23 LUTEGO 2024

M

Powrócił dziś wielki żal do mojej matki. Mogę to maskować i cieszyć się chwilami, w których jest dobrze, jednak odczucia związane z przeszłością nie znikną. 

 

Dziś znowu poczułam się wyobcowana. Wybrałam się ze starszą córką do kina na Akademie Kleksa, nie oglądałam starej wersji, chyba nawet nie czytałam lektury, gdyż zupełnie nie pamiętałam tej historii. Nie mam zatem porównania do pierwotnej wersji, jednak trzeba przyznać, że okazała się całkiem dobra. W moim odczuciu nieco sztucznie przeciągano pierwsza część "w zwykłym świecie", jak gdyby zamierzano sztucznie wydłużyć pewne wątki  zupełnie niepotrzebnie. Akcja przyspieszyła, gdy wkroczyli do akademii. Zwróciłam uwagę na bardzo dobrą grę aktorską Kota i wątek przyjaźni, w tym bardzo wzruszający moment, na którym zaszkliły mi się oczy.

 

Później udałyśmy się do kawiarni, której wnętrze było inspirowane światem z Alicji w krainie czarów. Córce bardzo się podobało, były tam lustra zakrzywiające rzeczywistość i dekoracje z bajkowego świata. Pojawiła się kelnerka i nie wiedząc czemu, była dla mnie bardzo chamska, nic przecież nie zrobiłam, córka też zachowywała się grzecznie. Zawiesiła na mnie pokpiewająco wzrok, jakby tym spojrzeniem chciała wbić mnie w ziemie. Poczułam się bardzo niekomfortowo, w innych okolicznościach zmieniłabym miejsce, jednak w tym momencie nie chciałam psuć radości córce. Niechętnie przyjęła ode mnie zamówienie, a ja udawałam, że nie robi to na mnie wrażenia, a realnie łamało mnie od środka. Później obsługiwała stolik obok, a jej nastawienie było zupełnie odmienne niż w stosunku do mnie, co mnie zabolało. Na szczęście zamówienie przyniósł inny kelner, całkiem miły, ale dla mojego samopoczucia niewiele to zmieniło. 

 

Wielkie wymagania mojej matki, i próby zadowalania jej, krytyka, z która się mierzyłam, kłamstwo, jakie mi zafundowała, gdy palił jej się pod nogami grunt, tylko po to, aby przeciągnąć mnie na swoją stronę i ugrać jak najwięcej dla siebie. To wszystko obdarowało mnie nerwicą i zdeptało moje poczucie niepowtarzalności. Nie mowie tu o poczuciu własnej wartości, bo to w jakiś stopniu posiadam. Trudno opisać, to jak się czuje.

Jestem niczym obserwator, spoglądam na swoje życie przez szybę, jakbym była jego częścią, lecz nie do końca mogła w nim uczestniczyć. Wydaje mi się, że nie robię wystarczająco dużo/dobrze, by zasłużyć sobie na życie jakie mam. Mimo iż nikt obecnie niczego ode mnie nie wymaga, ani mnie nie sprawdza, czy nie krytykuje. Niedługo wydarzenie rodzinne, na którym będzie część rodziny od strony matki, ta, której nie cierpię, odkąd pamiętam, byłam dla nich wszystkich niewidoczna, lub co najwyżej ocenianym dla rozrywki obiektem, ale to historia na osobny wpis.

 

Wszystko jest zbyt piękne i idealne, aby mogło być przeznaczone dla mnie.

Jestem tu na chwile, aby zniszczyć wszystko niekontrolowanym wybuchem rozpaczy albo złości, o to, że w domu jest nieporządek, nie potrafię nie zwracać na to uwagi, trudno to zrobić, jeśli od dziecka było się tresowanym i mocno krytykowanym, jeśli nie spełniło się oczekiwań. Umiem wyciągać wnioski i nie jestem aż tak wymagająca dla dzieci, mają swoje obowiązki, ale z umiarem, (starsza ma, młodsza jeszcze nie chodzi, wiec na to przyjdzie czas). Nie wiem, dlaczego i jak mój mąż to rozumie i pomimo tego jaka jestem, nie chce mnie zmieniać. Ale ja chce żyć bez tego ciężaru, nie chce nosić na barkach poczucia, które mówi, że nie nadaje się do każdej roli, przed jaką stawia mnie życie. Czuje się jak kaskader, a nie główny odtwórca, to ja jestem od przyjmowania ciosów, jestem w cieniu.