Photoblog.pl

Załóż konto

that's why I left. 

2013/10/02   

 

« następne   poprzednie »

dziś będzie o złych relacjach.

 

istnieją osoby- toksyny. myślę, że większość populacji miała okazję zetknąć się z kimś takim. na pierwszy rzut oka taka osoba może wydawać się całkiem do rzeczy- i porozmawia, i pomoże, i zatroszczy się. problem pojawia się w chwili, kiedy wejdzie się z toksyną w bliższą relację.

chciałabym jakoś zgrabnie zacząć "trujący" temat.

generalnie, niezdrowe relacje mogą występować wszędzie: w rodzinie, wśród par, wśród przyjaciół. wiadomo, że w zależności od rodzaju więzi, jej trujący charakter wygląda inaczej. inna jest motywacja toksycznego partnera czy przyjaciela, a inne są przyczyny toksycznych zachowań rodzica. toksyczne rodzicielstwo to temat trochę odrębny, gdyż jest to przede wszystkim więź pierwotna- czyli taka, której nie można zerwać; i to właśnie ona oddziałuje na człowieka najsilniej (jako że istnieje od momentu przyjścia na świat- a co za tym idzie, w tego rodzaju toksyczną więź zostaje wplątane dziecko, które nie ma żadnych możliwości obrony, a ponadto bezgranicznie ufa rodzicom). jestem w trakcie lektury pewnej książki na temat wzorców toksycznych zachowań w rodzinie, więc mogę obiecać, że ten temat za jakiś czas też się tu pojawi ;)

a dzisiaj, żeby było zgrabnie, sensownie, i żeby utrzymać jakąś logiczną objętość notki, skupię się na tych z toksycznych relacji, w które wchodzi się z premedytacją- i z których teoretycznie z premedytacją można wyjść: będzie o przyjaźni i o partnerstwie.

żeby uprościć- toksyczne związki składają się z "oprawcy"-"toksyny", oraz "ofiary" (chociaż zdarzają się sytuacje w których obie osoby mają skłonności do bycia "oprawcą"). wchodząc w relację z toksyną, ofiara jeszcze nie wie, co czeka ją w takim związku. czy jest to przyjaźń, czy jest to partnerstwo, początki relacji mogą być całkiem sympatyczne... później jednak więzi zaczynają się zacieśniać (a toksynie włącza się tryb: "nigdy nie puszczaj").

w skrócie, co się dzieje- relacje stają się trujące. jedna ze stron zaczyna wyraźnie dominować nad drugą. tego bardzo często nie widać na zewnątrz- z pozoru taka para partnerów czy przyjaciół wydaje się funkcjonować świetnie... a tymczasem wnętrze związku może wcale nie być kolorowe.

dominacja toksyny przybiera rozmaite formy, ale sprowadza się do jednego- uzależnić drugą osobę, przywiązać, nie pozwolić jej odejść (czy raczej sprawić, by sama nigdy odejść się nie odważyła), i nierzadko jednocześnie użyć jej do uleczenia własnych ran.

jak to wygląda w praktyce? w zależności od tego, co w danym przypadku kieruje oprawcą, wybiera on z szeregu różnych metod, by osiągnąć swój cel. chociaż właściwie to mogę pokusić się o stwierdzenie, że dla osób toksycznych już relacja ze swoją ofiarą jest celem samym w sobie, gdyż zazwyczaj dostarcza im czegoś, co nazwę roboczo "mentalnym pożywieniem"... okej, już przechodzę do jaśniejszej części notki- motywacje obu stron toksycznej relacji.

zaryzykuję kolejne stwierdzenie- u źródła każdego toksycznego zachowania leży nienawiść do siebie samego. zatem można powiedzieć, że oprawca wchodząc w toksyczną relację, dąży do ulżenia swojemu ego, zmaltretowanemu przez autoagresję.

o co chodzi? skoro "oprawca", tak jak wspomniałam wcześniej, nie lubi samego siebie,  ma niskie poczucie własnej wartości, będzie chciał sobie jakoś tę samoocenę podbudować. jako ludzie wiemy, że najwspanialszą formą pocieszenia (obok słynnego "będzie dobrze") jest zdanie "inni mają gorzej" (to może śmieszne, ale u mnóstwa ludzi naprawdę działa! doraźnie bo doraźnie, ale działa ;)). zatem idąc dalej- jak się dowartościować? wystarczy znaleźć sobie kogoś, kto będzie jeszcze mniej pewny siebie, i voila. działa. jeśli ktoś z Was, będąc w szkole, miał w klasie "kozła ofiarnego", z pewnością przypomni sobie teraz, jak taka osoba była traktowana. a co najciekawsze, w większości przypadków jedyną jej "winą" było to, że w jakiś banalny sposób różniła się od reszty- może była grubsza, brzydsza, biedniejsza, nosiła okulary czy gorzej się uczyła, cokolwiek. ludzie wyczuwają te słabsze psychicznie, mniej pewne siebie jednostki- i wiedzą, że taka osoba się nie obroni, więc można jej docinać. łatwo się wtedy tym "oprawcom" poczuć lepiej, prawda? skoro kogoś "tyrają", czyli "stoją wyżej" niż on- więc nie jest z nimi tak źle (ps ja tu nie generalizuję tu zjawiska szkolnych "kozłów ofiarnych", bo ono jest skomplikowane i fascynujące, może kiedyś spróbuję się nim zająć szerzej; póki co podałam przykład zjawiska "kozła ofiarnego" motywowanego kompleksami "oprawców". a motywacji powstawania tego zjawiska jest oczywiście więcej). 

zauważmy jeszcze, że toksyczne przyjaźnie i związki to relacje głębsze, niż wyżej wspomniana klasa i "kozioł ofiarny", zatem w ich przypadku dochodzi do bardziej "wyrafinowanych" procesów łatania dziur w ego.  ładnie i wyraźnie to widać w przypadkach poniżania ofiary przez oprawcę. tutaj takie praktyki tylko czasem przyjmują formę otwartej krytyki; zazwyczaj poniżające komentarze ukryte są pod płaszczykiem świetnych dowcipów, czy nieszkodliwych komentarzy- nic dziwnego, przecież obie strony toksycznej relacji łączy przyjaźń, czy związek! 

jakich form poniżanie by nie przyjęło, ofiara zaczyna czuć się coraz mniej komfortowo; narażona nieustannie na komentarze, docinki, żarciki, w końcu traci rezon. zaufanie, jakim obdarza przyjaciela/partnera- oprawcę powoduje, że niepewna siebie ofiara sama siebie degraduje na niższy stopień w "hierarchii". chodzi o to, że w takiej relacji dwoje ludzi nie stoi już na równi: teraz ofiara patrzy na oprawcę "z dołu"... zupełnie jakby sama była kimś gorszym, mniej wartościowym. 
czy nie o to chodziło "oprawcy"? 

oprócz celowego umniejszania poczucia wartości "ofiary", toksyna może również sięgać po inne środki. często przejawia chorobliwą zazdrość o kontakty "ofiary" z innymi ludźmi; może też starać się wywierać duży wpływ na jej życie (całkiem jakby chciała utrzymać wszystko pod kontrolą). 

w taki sposób "ofiara" zostaje zamknięta w "złotej klatce". (to określenie jest powszechnie znane, ale chciałabym podziękować A.J. za nadanie mu dokładnie takiego kształtu, jaki jest mi potrzebny tutaj). niby ma kochającego przyjaciela/przyjaciółkę/partnera/partnerkę, ale coś jest jednak nie tak... niby jest otoczona "troską" i "opieką", ale zaczyna się dusić. niby powinna czuć się doceniona i kochana, ale tak naprawdę wiecznie żyje w poczuciu winy i własnej niedoskonałości. 

w tym miejscu chłodny rozsądek nakazuje urwać trującą relację. proste, prawda? coś cię męczy- zakończ to. 

a jednak z jakiegoś powodu mnóstwo osób tkwi w toksycznych relacjach, związkach, przyjaźniach... męcząc się, czując coraz większe wyrzuty sumienia i mając coraz dotkliwsze poczucie winy...

nie mogą, czy nie chcą się "uwolnić"? 

 

 

i w tym miejscu muszę zostawić Was z przemyśleniami, bo właśnie wyczerpuje mi się limit notki ;) 

oczywiście będzie ciąg dalszy- czyli powody, dla których "ofiary" nie uciekają przed "myśliwymi". 

kiedy dokładnie napiszę, to nie wiem- ale obiecuję, że nie będzie już żadnych kilkutygodniowych przerw. 

jutro zaczynam zajęcia, a konkretnie warsztaty z pomocy psychologicznej i komunikacji niewerbalnej. jestem podekscytowana :)

jeśli ktoś miałby pytania, wątpliwości albo uwagi zapraszam oczywiście do podzielenia się publicznie czy w prywatnych wiadomościach :)

2 komentarze
souleater - 12/12/2013 11:55:47
Czy zawiesiłaś działalność bloga?
Kiedy pojawią się nowe wpisy?
armnika - 26/10/2013 21:39:26
czasami nawet nie wiesz co dokładnie jest nie tak...
dziękuję, za podziękowanie :3
czekam na ciag dalszy :)

Najnowsze wpisy

Wpis 1000days

29/01/2014 23:36:59

Wpis 1000days

26/12/2013 14:00:15

Wpis 1000days

02/10/2013 1:44:00

Wpis 1000days

27/09/2013 22:02:39

Wpis 1000days

23/08/2013 0:01:07

Wpis 1000days

15/08/2013 17:10:50

Wpis 1000days

14/08/2013 20:25:25

Wpis 1000days

09/08/2013 14:14:18

Wszystkie wpisy