Wiem, że po tak długiej absencji powinnam zaserwować Wam ekstrawagancką sesję na miarę Antona Corbijna, ale najprościej w świecie nie mogłam powstrzymać się przed zamieszczeniem tego właśnie zdjęcia, które pstryknęłam na krótko przed pisaniem notki na pb kamerą internetową. Dokładnie tak Reksio zasypia mi na kolanach, kiedy ja mam ochotę na chwilę relaksu w postaci siedzenia nad Photoshopem bądź na babskim forum. Moment, w którym on składa mi pychol na kolanach tak mnie rozkłada, że potem ciężko mnie złożyć ;); Jego pochrapywanie i ciamkanie zmusza mnie zawsze do odruchowego chichotu, który często kończy się spojrzeniem psiaka w moją stronę z miną a la: "No i czego brechtasz? Wyspać byś się dała, jędzo..." ;). Anyway, jak widzicie z czasem u mnie ciężko, jeśli o photobloga chodzi. Psia miłość tak mnie pochłonęła, że teraz ciężko mnie z tej cudownej otchłani wyciągnąć- pffff, jakbym w ogle chciała... :).
Nieskromnie przyznam, że jesteśmy z B. konsekwentni w procesie wychowawczym i teraz mogę śmiało przyznać, iż przynosi to rezultaty. Czasem większe, czasem mniejsze, ale przynosi ;). Jedyne co mnie ostatnimi czasy mierziło, to notoryczne dokarmianie Małego przez naszą współlokatorkę- na szczęście została szybko spacyfikowana ;. Notabene- nigdy, przenigdy nie dokarmiajcie psa, kiedy ma takie widzimisię; Przez niekonsekwentne postępowanie i rozwydrzanie szczekota można doczekać się w niedalekiej przyszłości koegzystencji z potworem. Uważajcie, nie dajcie sobie wleźć na głowę.
Miałam ostatnio z ciapkiem problem natury czysto... psiej, a mianowicie- ciągnięcie na smyczy. Wy z pewnością też spotkaliście się z tego typu komplikacjami. Dzisiaj jednak Mały dostał od nas obrożę uzdową typu Halti (bądź błogosławiony, doktorze Mugford) i przyznaję z opadniętą szczęką, że to wynalazek na miarę XXI wieku, który raz na zawsze i to już na PIERWSZYM spacerze, wyeliminował całkowicie u naszego Reksia manierę ciągnięcia. Rzecz wygląda tak, jak na tym obrazku http://www.petfoods2you.co.uk/userimages/Halti_Headcollar.jpg i mimo tego, że pozornie wygląda na coś kosmicznie brutalnego (wręcz jak kaganiec), to jest to bardzo delikatna obroża, która za każdym razem, gdy pies zaczyna ciągnąć, dekoncentruje go poprzez łagodne przekręcanie łebka (stąd zapięcie na smycz z przodu tuż pod pyszczkiem, a nie z tyłu na karku). Reksio czuł się nieco skonfundowany, gdy po raz pierwszy mu to założyłam, ale drogą przekupstwa w postaci wciskania mu smakołyków za każde poprawne poruszanie się z halterkiem, przyniosło wyczekiwane rezultaty :). Haha, muszę przyznać, że jego zachowanie było przezabawne, gdy próbował za wszelką cenę ściągnąć to coś ze sznupy; Przewracał się do gry kołami i obejmując łapami pyszczek, szarpał za paski. Generalnie przyzwyczajanie psa do halterka jest, owszem, podobne do przyzwyczajania do kagańca, ale efekty są piorunujące, a spacery zaczynają być po prostu wielce relaksujące i spokojne. Polecam tę obrożę wszystkim, którzy mają dosyć szarpania na smyczy w parku. Powiem Wam jeszcze, że to też skutecznie odstrasza mojego psa od wyżerania jakichś resztek jedzenia z chodnika- gdy tylko lekko pociągnę za smycz, halter odciąga pyszczek i tym samym Reksiowi odechciewa się konsumpcji tychże odpadów ;). Po prostu rewelacja.
Przygotowałam mały tekst o psiakach, który napisałam na podstawie własnych doświadczeń; Naskrobałam o swoich błędach, które popełniłam z poprzednimi psami, a które naprawiam właśnie teraz- mogą tym samym pomóc Wam ze swoimi pupilami :). Jeśli chcecie przeczytać, służę.
Pozdrawiam :)
fuckart
- 19/02/2010 17:27:20