postanowiłam przekonać się jak żmudnym i nudnym zajęciem jest usuwanie niemalże czterech lat bałwochwalczej, na wskroś grafomańskiej autobiografii, skoro nie da się po prostu zlikwidować konta w sposób szybki i bezbolesny. siedzę sobie zatem od wczoraj i grzecznie kasuję każdy z 820 wpisów z osobna, od września 2007 po dwa tygodnie temu.
jeśli ktoś miałby ochotę zapytać po cholerę mi cała ta kołomyja, odpowiadam od razu do bólu uczciwie: sama nie wiem, tak jakoś. proszę docenić moją szczerość, mogłabym na przykład górnolotnie stwierdzić, że wyrosłam z fbl, ale w taki bulszit nikt nie uwierzy, bo ja z zasady z niczego nie wyrastam [naprzód, Disney!]. tak więc czuję się trochę znudzona, trochę mi się już nie chce, a trochę sobie zostawiam furtkę do odwrotu, bo jeśli nie mogę porzucić mojej żółtej łódki podwodnej bez widzialnych śladów, to pewnie prędzej czy później będę usiłowała wrócić.
cholera, zaskoczyłam sama siebie, aż nie wiem czy to superfajność czy początki schizofrenii.
cześć. :)
optymisttyczna
aaangelusiaaa
nacik
hilal
sinfuul
xxnextdreamsxx
lani
chemicaldream
Wszyscy znajomi