omona. to chyba złe słowo na rozpoczęcie wywodu.
czuję się.. wyprana ze wszystkiego co miałam.
2 minuty, jeden pisk, trzy łzy i jedna prosta myśl.
mnie to się nigdy nie przytrafi.
wszystkie marzenia, ambicje legły w gruzach.
tak prosto mnie dziś złamać, uderzyć w twarz.
zniknęła w momencie radośc z bycia sobą.
radość z kochania i nienawidzenia jednocześnie.
mam ochotę owinąć się w koc i zniknąć pod powierzchnią.
nie móc złapać oddechu i pogrążyć się w ciemności.
dlaczego tak prostym sposobem tracę nadzieję?
zero motywacji, zero chęci do działania.
co zniknęło z mojego wnętrza dzisiaj?
czy straciłam coś bardzo ważnego?
myślę, że straciłam coś już bardzo dawno temu.
zamknęłam się w swoim małym świecie.
odcięłam wszystkich bliskich ludzi.
wyrzuciłam wszystkie wspomnienia i kontakty.
uwierzyłam, że potrafię i chcę żyć sama.
a dziś podupadły fundamenty tego świata.
jak mam wyjść z gruzów własnej świadomości?
bardzo realnie się zrobiło, najbardziej od miesięcy.
otworzyłam oczy i spojrzałam na świat.
realność jest smutna, dusi, otacza ciężkim płaszczem.
nie chcę tej realności.
~
zbyt ciężko.