|
2011/11/27
|
||||||||||
|
||||||||||
|
||||||||||
zdałam sobie sprawę, jak bardzo lubię cierpieć.
wypłakiwać się nocami do pustych ścian.
potrzebuję partnera twardego wewnętrznie.
który będzie ranił na wskroś, niszczył serce.
a później tulił do swego rzeżbionego ramienia.
będziemy się rozstawać bólem codziennie rano.
by nocami pełni łez do siebie wracać z pasją.
niech mnie łamie, niszczy, wykańcza psychicznie.
niech przynosi wino, papierosy i koronkowe stringi.
niech układa nocami obite ciało w jedwabnej pościeli.
obite przez jego słowa pogardy i ciężke dłonie.
niech kocha nienawidząc jednocześnie tak samo.
niech we dnie zabija we mnie miłość, a nocą karmi sobą.
niech odchodzi bez słowa i wraca pełen dumy.
nikt nie widzi mojej twarzy gdy zasypiam wśród ścian.
nie znasz mojego koloru oczu nocą ani smaku ust.
nie wiesz, czym jest mój oddech ani dotyk skóry.
czy sypiam w stringach czy zupełnie nago.
chcę przezyć śmierć z miłości .
codziennie inaczej z nim ją przeżywać.
a moze z nią?