Traktat o gównianym systemie szkolnictwa wyższego
czyli
(podtytuł pomijam ze względu na pejoratywne słownictwo)
Pff, to straszne, okropne, nie ogarniam, nie umiem a tu jeszcze dopiero nic, a tu już, a później co? Jakie zUo! Grr, jestem zła, że tak utrudniają sprawę. Gdyby tu był kampus to możnaby to było ogarnąć, zrozumieć, pojąć i jeszcze z uśmiechem na ustach zostać magistrem, doktorem, profesorem. Ale tu-na JEDNYM Uniwersytecie - godziny zajęć są różne. WTF!? Decydując się na IIgi kierunek studiów, myślałam, że zawsze będę miała te 15 minut na dojazd, ale nie - bo przecież po co to ujednolicać?
Student to student i w mniemaniu rektora, dziekana czy też Pani Z Dziekanatu, która to Pani ma na wydziale władzę rzeczywistą, wcale nie musi mieć łatwo. Przyjemnie? To słowo powinien student wykreślić ze swego słownika, zapomnieć na te 5 lat męczarni, użerania się z uczelnianą administracją przede wszystkim. A może i na dłużej, kto wie?
Student w ogólnym mniemaniu nie jest człowiekiem, a przynajmniej nie człowiekiem pełnoprawnym. W oczach Tych Na Górze, przeciętny student nie musi jeść czy spać. Po co więc takiemu oddech w ciągu dnia? Z założenia student nie musi się także uczyć. Przecież i tak-z definicji-tego nie robi. Po co mu więc czas na naukę i sen?
A teraz o innym studencie-takim,który przeczy wszystkim stereotypom. Student taki z nadzieją patrzy w przyszłość, ma marzenia, cele do których dąży. I żeby wyznaczony sobie cel osiągnąć-idzie na studia. Jedne, potem drugie. Taki student - proszę Państwa, niespodzianka! - nie robi wszystkiego by uniknąć zajęć, książki nie palą go w dłonie, a wiedza nie opiera się na trzech Z. Taki student, proszę Szanownych Państwa, chłonie wiedzę, cieszy się z faktu zdobywania nowych informacji. Taki student jest rzadkością, to prawda. I takiego studenta się niestety nie dba. Student tego typu niestety napotyka na ten sam mur niechęci, co każdy inny obibok. Takiemu studentowi nie ułatwia się drogi. Wręcz przeciwnie, wiecznie rzuca mu się kłody pod chude studenckie nogi. Tak jak w powyższym przykładzie o nieujednoliconych godzinach zajęć.
Chciałabym jeszcze zaznaczyć, że Wasze argumenty, że student jest dorosły, a więc rozwinięty, a więc sam powinien radzić sobie z systemem, mogę zmieszać z błotem bo system kuleje!
A więc w podsumowaniu chciałabym podkreślić, że należałoby być bardziej student-friendly, bardziej jednym ciałem, niż jednostkami, bardziej razem niż o sobno, nie przeciw, ale z nami.

Traktat powstał na wykładzie "Metody i techniki badawcze"
poniedziałek, 5.10.2009 r. g.13:00