|
2010/11/19
|
||||||||||
|
||||||||||
|
||||||||||
Cudowny, cudowny Budapeszt, ale w ramach prezentu pożegnalnego wręczył mi jakieś choróbsko. Śmiesznie tak nie chodzić na zajęcia, jak się je ma tylko dwa razy w tygodniu.
Tu mnie Marcin całuje, a ja mam cień na sznupie, ale nic to, uwielbiam to zdjęcie.