Photoblog.pl

Załóż konto

decisions

decisions

a wiec.... zgodzilam sie. przerazona jestem i przeszczesliwa jednoczesnie. boje sie, ze to wszystko miedzy nami popsuje, ze jest za wczesnie .... ale z drugiej strony, kto ustala zasady w zwiazkach? kazdy jest indywidualny. i nie ma odpowiedniego czasu, uniwersalnego dla wszystkich. a najpiekniejsze jest to, ze Ty widzisz w tym same plusy i ciagle znajdujesz kolejne. i jestes w tym tak bardzo racjonalny i kochany, ze nie potrafie Ci nie wierzyc :* zreszta, wiele To miedzy nami nie zmieni, tak na prawde. przynajmniej uwolnimy sie od niektorych sytuacji i ludzi, ktorzy tak bardzo uprzykrzaja nam zycie. bedziemy tworzyc wlasne zasady, lub nie bedziemy mieli ich wcale. Wszystko zalezy od nas, wszystko przed nami! :) 

Moj Boze, chyba doroslam. Dziwne uczucie. :D 
Tak czy owak, jeszcze dwa miesiace. W sumie... chcialabym juz :) 

happy

happy

i jest tak nadzwyczajnie niezwykle dobrze.
i jestem szczęśliwa jak nigdy dotąd. to takie niesamowite uczucie szczęścia, które wypełnia Cię od czubka głowy do palców stóp.
i nie chcę się z Tobą rozstawać ani na chwilę, niedziela wieczór jest najgorszym momentem tygodnia, gdy musimy się pożegnać. I chociaż wiem że zobaczę Cię jutro, to tylko na pół godziny - a to nie to samo. 
I powoli, powoli się w Ciebie zapadam, po troszeczku, lecz co raz bardziej. I z każdym dniem co raz mocniej. i mogę z Tobą rozmawiać godzinami. mogę też z Tobą milczeć godzinami. i czuję się przy Tobie tak dobrze i tak bardzo sobą. Jak przy nikim innym. Rozumiemy się nawet bez słów, myslimy o tym samym. I ten moment, gdy słyszę od Ciebie po raz pierwszy 'sweetie' , i miękną mi kolana. I serce. 


I think i'm falling for you. 

happiness?

happiness?

zdjęcie z czasów gdy miałam jeszcze czas chwycić za ołówki.

nareszcie.

wpis po tak długim czasie.

ale pisałam tu głównie w depresji.

teraz jest zupełnie odwrotnie.

od jakichś 5 miesięcy zupełnie odwrotnie.

a od miesiąca inaczej odwrotnie. 

i nieważne czy jestem szczęśliwa na 100% czy na 90% ; jestem szczęśliwa. 
tak po prostu. 

bez żadnego ale. 
mam czasem ochotę zaśpiewać za Kabanosem - "Mamo, jest mi tu dobrze". 
Jestem za granicą ale czuję sie jak w domu. I po raz pierwszy nie czuję że muszę jechać do Polski na święta. Mam ochotę spędzić je z P. Takie święta multi - kulti, z jego sałatką ziemniaczaną i moją rybą po grecku (proszę, możecie zgadywac jakiej jest narodowości :D ) I chcę robić plany w ogóle, czy to na najbliższy weekend czy na przyszły rok. jak narazie mamy zaplanowany cały wrzesień. najbardziej się cieszę że odwiedzimy razem moją R. a właściwie moich dwóch R! widziałyśmy się tak niedawno ale już tak bardzo tęsknię :( R. z kolei nie widziałam juz ponad rok :( i chociaż stresuję sie ogromnie przedstawieniem im mojego P., to jednak z ich opinią liczę się najbardziej. 
tak więc : Northern Quarter, R&R, Sausage Party, Paintball!
September, here we come :)


Although u have some flaws, i have some too. 
https://www.youtube.com/watch?v=PaKr9gWqwl4

poznaj

poznaj

jak zwykle wieczorami pora na przemyślenia.
uświadomiłam sobie że z wiekiem, mimo że mówię więcej to tak na prawdę nie mówię nic. kiedyś mówiłam bardzo dużo ale nikt nie słuchał, więc przestałam mówić. na przykład, całkiem niedawno rozmawiałam z G. i opowiadałam mu o filmie który ostatnio oglądałam, o słynej trójce domniemanych morderców z Memphis. Na pytanie "Boże, co Ty oglądasz?" zdradziłam że uwielbiam historie o psychopatycznych seryjnych mordercach, po czym z zaangażowaniem rozwinęłam temat. G. po chwili stwierdził "Kurcze, ilu rzeczy się o Tobie dowiaduję". I tak uświadomiłam sobie, że nawet osoby w najbliższym otoczeniu nie wiedzą o mnie wielu rzeczy. nauczyłam się je w sobie tłumić i dostosowywać do otoczenia. przebywając w podwórkowym środowisku, ukrywałam moją wiedzę czy przemyślenia na dany temat. ukrywałam też moje zainteresowania, bo w mgnieniu oka były uznawane za "dziwne". Rozmowa z G. uświadomiła mi że to nie ze mną było coś nie tak. G., dziękuję Ci ogromnie za tamtą rozmowę w samochodzie, gdy oglądaliśmy Food Emperora ("Makaron żeby wampiry dostały pierdolca" pamiętam :D ) piliśmy Żywca. 









and I would like to burn your thoughts, not body
i want to be a muse, an inspiration. 

bleh

bleh

kurwa no nie. no po prostu kurwa no nie. najbardziej zrąbany weekend od marca. tak bardzo wszystko źle i tak bardzo kumulacja zła. i nie , nie dlatego że walentynki. gdyby nie to że na insta prawie wszyscy srają tym jak bardzo się kochają lub jak bardzo mają na walentynki wyjebane to pewnie nawet  nie zauważyłabym że są dziś walentynki, walędrinki czy walętynki czy jak kto tam chce to nazywać. nie.  po prostu ten weekend to kumulacja złości, frustracji, zniechęcenia, zmęczenia i irytacji. i bezsilności. i probą oswojenia się z myślą , że niektórzy ludzie to jednak naprawdę chuje. przepraszam, Chuje. próba udawania bycia miłym czy zbycia kogoś byle gównem nie przykryje prawdziwej natury. ZASADA KIJA I MARCHEWKI moi drodzy. GDZIE MOJA MARCHEWKA? i nie mam tu na myśli jakiejś kurwa zwiędłej marchewki która przeleżała 2 lata w piwnicy pod stertą ziemniaków. chcę zajebiście dobrą marchewkę. ALBO KURWA WCALE. to jest mega słabe. i pokazuje nie tyle brak sympatii co brak szacunku do mojej jakiejkolwiek inteligencji. 
i tak poza tym, to wiele więcej wydarzyło się w te dwa pechowe dni, co wywołało moją irytację. KUMULACJA po prostu.

proszę wybaczyć łacinę podwórkową. ale CZASEM KURWA TRZEBA. 

nicość

nicość

jakoś tak... nic. lecz tak wielkie nic, że może aż coś?
wyjątkowo. nie odczuwam ani smutku ani radości. ani rozpaczy ani szczęścia. ani depresji ani halucynacji z zachwytu. nie czuję się też pośrodku. 
więc jak?
JAK? 




jak żyć. 




puskość. tak, pustkość. może O. miał rację. jestem. jestem pusta w środku 

psycho thinking

psycho thinking

prześladuje mnie dziś pewne wspomnienie. właściwie to nie wspomnienie, bardziej kadr z życia, jakby zdjęcie. wiem tylko że był to jeden z najlepszych dni w moim życiu pomimo braku wyjątkowości i wiem że miałam wtedy niewiele lat - może 5-6. nie wiem nawet dlaczego tak dobrze wspominam ten dzień, i dlaczego akurat to miejsce (fakt, było to moje ulubione miejsce samotnych rozmyślań i tworzenia niesamowitych historii których nigdy nie zapisałam, dzięki Bogu). Może dlatego że zachodzące słońce świeciło w taki sposób, jak lubię? Może dlatego że było lato a w tym miejscu odkryłam właśnie krzak upragnionego agrestu? może rodzice, babcia i całe (!) moje rodzeństwo było w domu - mama smażyła pyszne naleśniki z truskawkami, Łukasz jak zwykle w przezabawny sposób przeinaczał rzeczywistość, Anka szyła ubrania dla moich lalek, Agata siedziała zatopiona w jakiejś książce, tata odpoczywał po wyprawie rowerowej a babcia... po prostu była i rozświetlała wszystko, racząc wszystkich zabawnymi anegdotkami z młodości? 
Nie wiem. Mam w głowie tylko ten kadr. I poczucie bezkresnego szczęścia. 

autumn

autumn

jesień, nadchodzi wielkimi krokami jesień. i chociaż zawsze twierdziłam że najbardziej lubię wiosnę, to jednak jesień kocham chyba równie mocno. to właśnie jesienią targają mną największe i najbardziej sprzeczne emocje. radość miesza się ze smutkiem, zachwyt z depresją. i będąc tu, w Wielkiej Brytanii najbardziej właśnie brakuje mi polskiej jesieni. A może wspomnień z nią związanych... 

Mam przed oczami taki obraz - jest słoneczne popołudnie, ja wracam ze szkoły. Droga z przystanku zasłana jest liśćmi i żołędziami, świeci wrześniowe, pomarańczowo złote słońce, w powietrzu czuć jeszcze ciepłem i trochę wilgocią. Wchodzę do domu i siadam przy stole krawieckim mamy. Jem obiad, w kącie brzęczy telewizor i "Świat według Bundych", ulubiony serial taty. Niespiesznie wypijam kawę, zajadając jakieś ciasto mamy (najczęściej był to pleśniak, pamiętam też placek ze śliwkami). Chwilę póżniej dostaję sms od R. o treści "Spacer?" przebieram się więc szybko i wychodzę, słysząc na odchodnym "gderanie" mamy :"Już lecisz! Ledwo do domu weszłaś a już wychodzisz! Tylko telefon zadzwoni a ona już... A lekcji nie masz??? " Odpowiadam coś na odczepnego i już mnie nie ma. Spacerujemy potem z R. aż się ściemni i zrobi się chłodno. (No chyba że jest piątek. idziemy wtedy do G. albo R. i siedzimy do późnej nocy, często spożywając przy tym napoje wyskokowe i paląc niezliczoną ilość papierosów). 

Moje jesienne wspomnienia są więc najmilsze, bo podszyte kolorowymi liśćmi i idyllicznym obrazem domu. 

Polska, Dawna Jesieni... Tęsknię, wróć, napisz chociaż list króki...

 

meine liebe

meine liebe

Lis Chytrus już nie taka mała :)


i już zaraz, ON THE ROAD AGAIN. :)
całkiem miły pożegnalny piątek.

and when you stop trying, you get everything you used to want. but I don't think I want it anymore. I am sure I don't want it. 
i tak to się toczy. Ja chcę - Ty nie, Ty chcesz - Ja nie. :D
chociaż całkiem miło jest wymknąć się po cichu i wracać do domu o 7 rano. miło jest też budzić sąsiadów hard bassem o drugiej w nocy, świetnie się przy tym bawiąc i robiąc porządki w szafkach. miło jest też palić w kuchni ostatniego papierosa przed snem. miło i jednocześnie tak egoistycznie zabawnie. Przypomniały mi się stare czasy, ech :D tylko że tym razem role się odwróciły.

#byebyekiss


And I know it's a hard time for You, my best male Friend. And I don't want to leave You now, but You know I have to. You'll be ok, I know it. And if You won't, I'll wait for You abroad. And I know, that even in ten years from now, we will be still laughing at the same things. and eating cakes. drinking coffe. sitting at my stairs and talking till midnight, counting stars. or cars. And I know you will succes in life and buy your dream car. I just know it. :) And I will miss you badly. 

znudzenie

znudzenie

(...) żyjemy więc zawsze w oczekiwaniu czegoś lepszego, i to często zarazem w pełnej żalu tęsknocie za minionym. Rzeczy teraźniejsze natomiast przyjmujemy w poczuciu tymczasowości, uważając je za nic innego, jak tylko drogę do celu. Dlatego to ludzie, spoglądając u kresu swych dni wstecz (...) ze zdziwieniem widzą, iż to, co na ich oczach przechodziło tak niedocenione i mdłe, stanowiło właśnie ich ŻYCIE- było tym właśnie w czego oczekiwaniu żyli. I tak z reguły przebiega ludzkie życie - człowiek mamiony nadzieją, pląsa wprost w objęcia śmierci.

 Arthur Schopenhauer

 

 

 


mdłość. MDŁOŚĆ. tak bym to określiła. wszystko jakoś traci swoje barwy i urok. poznawanie ludzi z innej strony tym bardziej  nie pomaga. pomaga jedynie w filtracji rzeczy i sytuacji wartościowych.

mam czasem wrażenie że moje życie obsesyjnie mnie prześladuje. 
wszystko jest takie jednorazowe. jednorazowe znajomości, jednorazowe podróże, jednorazowe sytuacje, jednorazowe milczenie i jednorazowe słowa. 

When your mind becomes obsessed with anything, you will filter everything else out and find that thing everywhere. - To takie prawdziwe, że aż boli. I bolą mnie myśli. Bolą i momentami składają się w słowa. Ale częściej w milczenie. 

 

addicted

addicted

A może wlaśnie wcale się nie zmieniłam? 
Może właśnie jestem sobą. W końcu mogę być sobą. Nie dopasowywać się do otoczenia, tylko otoczenie do mnie. dlatego tak się męczę i nagle wszystko mnie nudzi. te półtorej miesiąca dało mi więc poczucie wolności i nie chcę już wracać do poprzedniego stanu rzeczy. Można to porównać do człowieka zamkniętego w więzieniu tak długo że zaczął się przyzwyczajać, a w końcu wypuszczonego na wolność. Początkowo chciałby wrócić, bo więzienie jest jedynym co pamięta; jednak po zachłyśnięciu się wolnością zrobi wszystko by tam nie wrócić. 

 


Więc teraz pozostało już tylko pytanie - co dalej?

dziwność

dziwność

jakoś tak dziwnie mi.
nie do opisania dziwnie. nie czuję się sobą. inni ludzie się nie zmienili, a ja jednak postrzegam ich zupełnie inaczej.
męczą mnie spotkania (nie wszystkie, ale większość). brakuje mi wspólnych tematów. nudzi mnie to, co dotychczas uważałam za najlepszy sposób spędzania wolnego czasu. czuję się tak bardzo oderwana od rzeczywistości. i tylko stare, naprawdę stare znajomości mnie cieszą. nawet nie wiem czego potrzebuję. czyżby te półtorej miesiąca aż tak mnie przemaglowało i zmieniło? nie spodziewałam się że mój umysł jest aż tak podatny na zmiany. 
nagle nie cieszy mnie nawet pobyt w domu - wręcz przeciwnie,  męczy mnie i chcę już wyjechać. chcę coś własnego, zupełnie własnego. wlasne mieszkanie, własna prywatność, własne życie. chcę własnych problemów. mam dość zajmowania się i wysłuchiwania cudzych. nie jestem pie#$%lonym psychologiem. 


mam dość życia pośrodku. 




i wiesz co? cieszę się jak dziecko z nowej zabawki. dosłownie zabawki.
bo Tu nie ma już kompletnie nic. 

eight wonderfull years

eight wonderfull years

tęskniętęskniętęsknię . pojawiła się cudowna perspektywa i już tęsknię jeszcze bardziej. (selfish me - I want you only for myself). 




kto by pomyślał - to już 8 lat?? to wręcz niemożliwe, cudowne i trochę smutne. smutne, bo kiedyś te lata liczyłam w godzinach a teraz w miesiącach. chyba jestem skazana na Ciebie już na zawsze, mam taką nadzieję. a tak, patrząc wstecz - nikt chyba się nie spodziewał że ja polubię Ciebie a Ty mnie. pierwsze lata naszej znajomości to były wieczne kłótnie, pamiętasz? o wszystko, głównie o poglądy i sposób bycia :D a teraz? rozumiemy się bez słów, co nieco ogranicza naszą komunikację :D i chociaż trochę zmusiłyśmy się do polubienia się nawzajem, chyba wyszło nam to na dobre. pracowałyśmy nad sobą, nad swoimi wadami wspólnie, walczyłyśmy z tym by nie wybuchnąć w emocjach dla dobra naszej przyjaźni. i ta nasza przyjaźń nas zmieniła - każda z nas dała drugiej trochę siebie, dzięki czemu wypracowałyśmy najlepsze wersje nas samych. nie przeczę - wciąż mamy wady, jednak mówimy sobie wprost co nam przeszkadza, często w niewybrednych słowach i mimo wszystko je akceptujemy. I za to nas kocham. I za to Cię kocham! Bo nikt nigdy nie dał mi tyle siebie ile Ty dałaś mi. zmieniłaś we mnie wiele rzeczy które chciałam w sobie zmienić, dałaś mi więcej pewności siebie i bezwarunkowej wiary w miłość, nauczyłaś mnie radości z bycia młodym, własciwie to wprowadziłaś mnie w świat (chociaż to ja powinnam była robić, jako ta STARSZA :D) nauczyłaś mnie palić! nie jest to może zbyt chlubne, ale mimo wszystko świadczy o tym że byłyśmy ze sobą w najgorszych i najlepszych chwilach. żadna osoba nigdy mi Ciebie nie zastąpi, nikt nigdy nie będzie mnie znał tak jak Ty znasz mnie. chcę byś zawsze była obok, gdy stracę pracę i gdy wyjdę za mąż, gdy urodzę dzieci i gdy zachoruję. gdy wygram w totka i gdy stracę wiarę w miłość, gdy zawiodę się na ludziach i gdy się zakocham. i nawet gdy dzielą nas setki kilometrów to wiem że Ty myślisz tak samo. wciąż wierzę że kiedyś będziemy znowu mieszkały blisko i że nasze dzieci też się zaprzyjaźnią :D 
ale teraz marzę już tylko o jednym - byśmy znowu mogły wieczorem usiąść na balkonie, wypić czteropak Żubra, spalić dwie paczki fajek i drwić z naszej tęsknoty. i nadrobić zaległości w rozmowie twarzą w twarz. i śmiać się do utraty tchu. 


kocham Cię. 

Krul

Krul

pewnie to głupie, jednak po spotkaniu pana Janusza na żywo przez jakieś dwa dni czułam się tak naładowana pozytywną energią, jak nigdy :)


weekend mimo pomimo i ponadto. nawet lepiej jakoś mi. chociaż dziwnie się z tym czuję. pustkość, tak opisałam to K. ale chyba już wiem czego chcę, teraz tylko potrzebuję odwagi by to wyegzekwować. wcześniej potrzebowałam odwagi by zrobić krok do przodu; teraz potrzebuję jej by się cofnąć. A może ten krok wstecz jest tak naprawdę krokiem do przodu? 


powinnam przestać kierować się tym, czego oczekują ode mnie inni. Lub tym, jakie mają o mnie wyobrażenie, czasem mocno wyolbrzymione, wyidealizowane dla własnych potrzeb. (tak właśnie, G. ) I chociaż czasem dobrze mi z tym, to jednak przez większość czasu męczę się, próbując sprostać wyobrażeniu. 


potrzebuję czasu by wszystko dokładnie przemyśleć. chociaż nie, tego mam aż nadto; potrzebuję ku myśeniu sprzyjających okoliczności. 

tyle wygrać!

tyle wygrać!

HELL YEAH! w końcu coś wygrałam, mimo że wcale się nie starałam! blocxblocxblocx :D







tydzień taki dziwny... i tragiczny i jednocześnie szczęśliwy. 





będę Cię zawsze pamiętać.