Photoblog.pl

Załóż konto

trzeba robić melanż i chuj 

2013/08/18   

Coke live

« następne   poprzednie »
Coke live

Tegoroczny 10-ty sierpnia był, jak dotąd najlepszym dniem w moim życiu.

Jednocześnie były to najpiękniejsze urodziny.

 

Cały dzień przebiegł raczej nerwowo. Parenaście godzin wcześniej wyszedłem zmęczony z pracy

nie będąc świadomym tego że już zaniedługo będę mógł oglądać jedną z najlepszych wokalistek tego wieku na żywo.

Po tajemniczym telefonie niespodziewanie spotkałem się z Michałem i Konradem, którzy odśpiewali mi sto lat i wręczyli

ten kawałek papieru, który był moim biletem do szczęścia, spełnienia marzeń, całkowitej ekstazy.

Z tego miejsca chciałbym im jeszcze raz podziękować, a także mamie i Paulinie, które też przyłożyły do tego rękę.

Zadowolony popijałem whisky z colą i wyczekiwałem na koncert dnia następnego.

 

Finalny dzień spędziłem w większości jeżdżąc po Krakowie, przebierając się, jedząc w fast-foodach

i szukając drugiego biletu dla Michała (brawo za zapłon Panie Malinowski)

Kilka godzin przed festiwalem graniczy to niemal z cudem, żeby zdobyć bilet w dobrej, rozsądnej cenie. 

Mimo wszystko udało się. Zadowoleni ruszyliśmy na lotnisko.

 

Masa, rzesza ludzi kłębiła się na festiwalu, ogrom różnorodności osób i narodów rzucała się w oczy.

Niby czterdzieści tysięcy, a miało się wrażenie jakby dwa razy więcej.

Piękna w tym wszystkim była otwartość i atmosfera miejsca. Zewsząd rzucały się

w oczy kolorowe wianki, powłóczyste sukienki, piękni ludzie. Fani rudowłosej florence

zdominowali tegoroczny festiwal bez dwóch zdań. Nas było najwięcej.

W oczekiwaniu na gwiazdę, a także z zamysłem zajęcia sobie dobrych miejsc blisko sceny

obejrzeliśmy występ zespołu tres. B, który wbrew wszystkim recenzjom festiwalu, które czytałem

odegrał kawał dobrej muzyki. 

 

Równo z wybiciem godziny dwudziestej trzeciej na scenie pojawiła się Florence Welsh z zespołem.

Nie znajduję nawet słów żeby opisać jak cudownym doświadczeniem było to przeżyć.

Od pierwszej chwili, gdy zaczęła śpiewać "only if for a night" aż po finałowe "dog days are over"

czułem się jak w najpiękniejszym śnie, ekstazie, amoku. Ścisk, duchota, gorąco na zmianę z zimnem, 

dziewczyna bijaca mnie łokciem po głowie podczas skoków, ludzie mdlejący obok - NIC, powtarzam nic

nie mogło zniszczyć tych chwil. Dlatego dziwi mnie jak ludzie w obliczu tak nietuzinkowego przedstawienia

potrafią narzekać na wyżej wymienione niedogodności - przy tej energii i ekstazie, która nam towarzyszyła

i wypełniała całe lotnisko te rzeczy były nic nie znaczącymi drobnostkami.

Półtorej godziny zabawy, skakania, uniesień, łez, śpiewu, tańca - niezapomniane. 

Jednak najbardziej zaskoczoną osobą na festiwalu wydawała się sama wokalistka, która chyba nie spodziewała

się tak radosnego przyjęcia z naszej strony. Rzadko jestem dumny z czegoś co robią Polacy,

ale tym razem jestem. Pokazaliśmy światu jak kochamy muzykę i jak kochamy ten zespół.

Florence jak mało kto bawiła się z tłumem, przyjmowała wianki, mówiła do nas, dobrze czuła się w swojej roli.

W jednym momencie była wielką angielską damą, w drugim małą rozkoszną dziewczynką. 

Chyba nie było tam osoby, której nie poruszyła jej niesamowita spontaniczność, dobroć, klasa sama w sobie.

No i oczywiście śpiewała na najwyższym poziomie, jej wykonania z Coke live bez cienia wątpliwości można

postawić na jednej, najwyższej półce obok tych z festiwalu Glastonbury czy akustycznego lettermana, co dowodzi

tego że niezależnie od kraju i miary wydarzenia Florence daje z siebie wszystko. A jej autentyczna radość i zachwyt

polską publiką tylko uświetniła całe wydarzenie. Dziękujemy.

 

Minął już ponad tydzień od koncertu, a ja dalej chodzę przepełniony energią z tamtego wieczoru, skaczę, śpiewam, budzę się z jej piosenką w głowie. Nic, nikt nie jest w stanie zepsuć mi nastroju i zerwać tej pozytywnej aury, która mnie otacza. Czuję się szczęśliwy i spełniony. A Kraków jeszcze nigdy nie wydawał mi się tak piękny.

 

Brak komentarzy

Najnowsze wpisy

Coke live

 

do roboty

 

Do rycerzy

 

Kraków

 

no i wszystko

 

.

 

bylo sobie zycie.

 

zartownis.

 

Wszystkie wpisy