Nie powiem żeby to specjalnie miłe było.
Jak dla mnie trochę to chamstwem pachnie.
A przynajmniej lekkim brakiem zaufania.
Szkoda, miło było.
Czasy liceum jednak były dobre.
Człowiek nie wiedział co będzie dalej.
A teraz jak patrzę wstecz to zastanawiam się
co ja w ogóle między tymi ludźmi robiłam?
Bawiłam się, śmiałam, piłam alkohol, soki,
jadłam pyszne lody, rzucałam się śniegiem,
robiłam śmieszne zdjęcia, stylizowałam ciuchy,
podniecałam się Dodą chociaż nie darzę sympatią
jej twórczości, a to wszystko dlatego że razem było
tak miło i przyjemnie, bezpiecznie we własnym
gronie robić różne dziwne rzeczy, a potem opisywać
to chociażby tutaj.
Dziwnie jest doświadczyć czegoś takiego, co jest opartę
o straszliwą błachostkę, która gdzieś poleciała i nie
wróciła. Z tego to wszystko.
Niby małe i głupie, a jednak sprawia taką przykrość,
doprowadza człowieka do szału, a przynajmniej do
wkurwienia przewlekłego, które męczy i irytuje.
Szkoda błachostki, chociaż była badziewna. Powinniśmy
się z tego śmiać, a nie drzeć koty i zakańczać to słowami:
'I komentować tego nie będę.' - a szkoda, komentarz by się
jakikolwiek przydał, bo ja osobiście nie wiem o co chodzi.
Znowu zostałam złodziejką.
Sama nazywam się Joe, na uczelni zostałam okrzyknięta
Kenny'm, a dla znajomych robię śledztwo przeciwko
samej sobie. Smutne, nie?
Przyznaję się do swoich błędów, czasami pochopnie
oddaję walkę walkowerem tylko dlatego, że moje lenistwo
bierze górę nad rozsądkiem szepcząc mi do ucha
'po co się kłócić?'
Przypomniały mi się pewne słowa 'Nelson, zostaw. Nie ma sensu'
A tak. Nie ma sensu.
Fakt, czasami oddaję tą walkę, tylko w przypadku walki
z kimś dobrym, ważnym, z przyjacielem.
Nie powiem 'tym razem tak nie będzie, rozwalę tą impreze!'
Bo po co rozwalać?
Samo się jebło.
Mówi się trudno, nie?
Nie?
To trudno.
Cześć,
Mam na imię Joe i zaraz Ci coś ukradnę.
A jebać to wszystko.
Przeprosiny są.
Ale jestem wredną szmatą, obraziłam się.
Wisisz mi bardzo duże piwo. Bardzo, bardzo, bardzo duże piwo.