Robię zdjęcia temu, co podlezie pod obiektyw. Ale najchętniej zamieniam się w wyznawcę H.C. Bressona: szukam chwili, momentu w miejscu i czasie, w którym wszystkie elementy schwytane w kadr zagrają tak, jak trzeba. Nadadzą znaczenie, moc, potęgę obrazowi tak, żeby nie było potrzebne żadne słowo komentarza.