- Załóż swojego fotobloga!zarejestruj|
- dyskutuj na forum|
- zaloguj
Berlin, Kreuzberg, godzina 23.45, chłodny, ciemny wieczór. Duch zmaterializował się przede mną nagle. To znaczy szedł tak wolniutko, że cudem na niego nie wpadłem. A jak już go zauważyłem, to ręka od razu sięgnęła po aparat...
Zgięty przez życie starszy pan wędrował spokojnie ruchliwym chodnikiem przy Skalitzer Strasse. Kiedy go wyminąłem, obejrzałem się jeszcze za siebie.
Po staruszku nie było śladu.
Czy to nie pasuje do duchów? Tak znikać bez ostrzeżenia?;]