podoba mi sie to zdjecie, ze wzgledu na to, ze nie pozuje, jakos naturalniej wygladam. choc troche.
"kazdy podmuch wiatru przynosi mocne zapachy. kobiety obrywają płątki zółtych kwiatów i sypia je w kierunku zmarłych; czynia to, jakoby przyrzadzały jarzynę, z pewnym namaszczeniem, ale bez niepotrzebnych gestów, bez przesady, bez stwarzania nastroju, który i tak jest, bez teatralnego dawania do zrozumienia, ze chodzi tu o cos symbolicznego. w ogoóle nic sie tutaj nie robi dla dla zewnetrznego pozoru, tylko po prostu sie robi.cisza wydaje sie jakoby jeszcze cichsza;ksiezyc zszedł, zikno staje sie przejmujące.nic sie nie dzieje.kobiety nie klecza,tylko siedza na ziemi by duche zmarłych mogły wstąpic w ich łona.wreszcie zaczyna świtać, mija noc cierpliwosci, oddania niodzownemu umieraniu i stawaniu sie... "
czy moze byc cos piekniejszego? namacalne poczucie czegos tak ulotnego jak przemijanie, powstawanie.. kwintesencja piękna. to jest własnie moje marzenie.