|
2010/02/08
|
|||||||||||||||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||||||||||||||
Kategoria:
je ne sais quoi
|
|||||||||||||||||||||||||||||
Jako, że muszę gnić w tym imperium zła, stwierdziłam, iż umilę sobie egzystencję rozmową z Monem, rozmowa ta zeszła na bardzo sentymentalne tory. Bardzo szkoda, że nie ma już takiego faceta jak Yags, I mean jest, ale co nam teraz po nim. Ten to potrafił wyskoczyć w obcisłym podkoszulku, pokręcić się, wymachując kłakami spodpach, zarzucając grzywą, być przy tym niesamowicie męski i pociągający i do tego widocznie robił sztukę. Krążąc, wokół tego, co już było, wpadła mi do głowy gala skate canada z 2007. Pamiętam tą galę jak dziś i do tej pory przechodzą mnie ciarki. Prezes we własnej osobie, czujący się jak u siebie. Uśmiechnięty, pewny, zadziorny. Wiedział, ze wymiata, że zasłużył. Ściągający koszulkę w połowie drogi, tylko żeby usłyszeć te wszystkie krzyki i piski. Odsłaniając niby przypadkiem kotarę, kiedy zmieniał spodnie, nie, to nie ekshibicjonizm, on własnie robił to specjalnie, wiedział, ze jest w odpowiednim miejscu w szalenie odpowiednim czasie, szczerzył się i wystawiał jęzor. O mójboże, czuję się taka stara.
O mójboże już za 8 dni wydarzenie, na które czekałam 4 lata.
O mójboże, ale bredzę.
jestem ateistką, a co tam omójboże, już nie mogę się doczekać!
Miłej nocy.
Toke