sroda minela szybko. dwie skrajne oceny z biologii. 1 i 6. na wychowawczej mix naszych powiedzonek. i oczywiscie dwie gafy musialam palnac. nie wiem ktora gorsza. i nie. NIE wchodze na facebooka. basenik z marniakiem i czolma w swietlicy, wygrany mecz z 2k i kosz. fajnie bylo wreszcie sobie pograc. po zdjeciach na boisku (jest cieplo... jasne.) teraz jestem podziebiona.
dzisiaj zagadka architekta i wychodzenie do kibla na plastyce. w waznej sprawie. niezapowiedziana kartkoweczka z historii. jak milo. jak dobrze pojdzie bedzie 2. potem mierzenie sprawnosci czajnika rzucanie moneta na matmie i koniec.
do paszu. w imie dobra. a snack pack w mcdonaldzie jest dobry. gadanie ze wszysko sie psuje i do domu. jeszcze skladka w rossmanie i rozmowy z tata podczas 26 minut czekania na 116. ale danke lidiosz ;*
JEST ŻLEEe. bloto.
Coming to my lovely place
trzeba sie spotkac.
Pozdrawiam Lidie, Paule, Kaske, Marniaka, Mize i chora juic. i bartka.
lubie to zdjecie. chociaz obie mamy wyszczerz.