Zdjecie oddaje klimat tego, co chce napisac .. Rzadkość.
Ostatnio nie pisałam zbyt wiele, pomimo, że moja rzeczywistosć zmienia się jak w kalejdoskopie.
Pomijam poprzednie miesiące, pełne rozczarowań wszelkiego rodzaju, przynajmniej, jeśli chodzi o etap
wkraczania w dorosłość, która nawiasem mówiąć z każdym dniem przytłacza coraz bardziej.
Jednak jak do tej pory najbardziej doskwiera mi wyjazd i wyprowadzka z kraju panny O.
Mojej drogiej, czasem irytujacej, ale zawsze szczerze oddanej mi panny O.
To, co dzieje się teraz, jest jedynie śmieszną parodią, namniastką tego, co było naszym udziałem.
To takie mimowolne poszukiwanie substytutu przyjaźni.
Bo nikt nie zna mnie tak dobrze i nie wie o mnie choćby odrobinę tyle, co ta dziewucha.
I pomimo szczerych chęci i starań drugiej strony, próżno szukać w kimkolwiek zastępstwa, nawet chwilowego.
Nawet, jeśli w powszechnym poważaniu jest, że 'nie ma ludzi neizastąpionych', to czas zdaje się cały czas podsuwać mi kontrargumenty.
To nie ma być pomnik ku czci/pamieci tego, co nie wróci, tylko to frustruje okrutnie.
Moze zabrzmiec to załośnie, bynajmniej trywialnie, ale nie mam po prostu komu wyrzucic z siebie tego jadu, co mnie nęka i truje.
Nie ponieważ nikt nie ma ochoty zamienić ze mną kilku słow, ale to wynika z tego, że nikt trafniej nie zareaguje i nie odda się sprawie bardziej.
Matulina, choć do rany przyłóż, zawsze miała, ma i mieć bedzie sklonności matczyne, odpowiednie z racji swej pozycji w domu.
Pozostali albo przytakną, albo na swój sposób obrzucą mnie zniesmaczonym spojrzeniem.
Nikt absolutnie nie wie, co siedzi teraz w mojej głowie a dzieje sie we mnie, tam w środku.
Nie ukrywam, że brakuje mi tych ucieczek do kreta chociażby, czy na film do Krzycha, lub też odpalanych ukradkiem fajur, jednoznacznych spojrzeń, kiedy wiadomo, ze nikt inny, jak tylko kobieta z kobietą, zrozumie się bez użycia słów.
Jeśli brzmi to ckliwie, to efekt niezamierzony.
I nie potrzeba mi infantylnych stwierdzeń typu ' jakos to bedzie', 'jakos sie ulozy' 'bedzie dobrze'.
NOT THIS TIME.
Po prostu ona zawsze wiedziała, co należy powiedzieć, a kiedy trzeba zamilknąć.
I choć to ja nie raz, nie dwa stawałam przed ludźmi w roli pseudo terapeutki chwili, to ona codziennie stawała się moją prawdziwą.
I choć byśmy się starały ze wszystkich sił, to, co było, nie powróci.
Pisząc to, siedziałam na łóżu w środku nocy, nie mogąc zasnąć. Jak przez kilka ostatnich nocy.
Aż wylałam z siebie- dosłownie i w przenosni- i przepisując to dziś na ftbl emocje już opadły i przeszłam nad tym do porządku dziennego.