Wszystkie moje najpiękniejsze wspomnienia trzymam w specjalnym miejscu w zakątku mojej głowy (tuż przy tkalni Nibylandii..). Z perspektywy czasu sama już nie wiem, czy coś zdarzyło się naprawdę, czy to tylko klatka filmu z mojej magicznej krainy wyobraźni.
A wszystko to co ma się wydarzyć? Nie widzę niczego. Wszystko jest mrzonką, a jednak pragnę.. Utopijnie? Czy sama chcę skazać swoje marzenia na porażkę, czy może ustawicznie nie wierzę, że dożyję jutra?
Teoretycznie prowadzenie domu, studia i praca, codzienność per se - powinny uświadamiać mi, że jestem jedną z wielu osób działających według zasady "z rozpędu". Ciągle jednak hołubię w sobie przekonanie, że jestem na jakimś wyższym levelu zrozumienia i każdy dzień dzisiejszy muszę przeżyć w pełni. A każdy jutrzejszy może być tylko złudzeniem.
Jaką mamy pewność, że ta postrzegana przez nas codzienność jest realna a sen - jest ułudą? Bo być może jest na odwrót i musimy tylko znaleźć nasz totem.. Tylko Ty znasz jego wagę, tylko Ty wiesz co zakotwicza Cię w świecie fałszu (tak przyjemnym..). Znajdziesz go i okaże się, że co dzień ucieka Ci autobus, na Ziemi lądują kosmici a Ty często uprawiasz seks z tym przystojnym blondynem, być może nawet w tej bibliotece, o której zdawało Ci się, że to tylko wyśniony budynek. I seks.
Nie czuję się całkowicie zakotwiczona w żadnej z tych rzeczywistości.
Ciagle nie wierzę w to, że kiedyś nadejdzie sobota lub grudzień. Ciągle nie wierzę, że kiedyś trzeba będzie być całkiem poważnym i dorosnąć. I porzucić wolny czas na rzecz raportów, analiz i biurwowego otoczenia.
Szkoda, że nie wierzę też całkiem w beztroskie życie w podróży dookoła świata.
Dziękuję moim przyjaciołom i rodzicom za najpiękniejszy prezent świata (którego zresztą nie jestem w stanie przebić absolutnie niczym), a przyjaciołom z Anglii i mojemu niezastąpionemu - za uczynienie tęsknoty znośną i za spełnianie moich marzeń tu na miejscu, kiedy nie mogę być w Polsce. Sama nie wiem czy jestem warta takiej lawiny uczuć.
Kiedy wyjeżdżałam, myślałam, że prawie nic za sobą nie zostawiam. Że wszystkie mosty zostały już spalone lub dopiero wypalą się do końca bo przecież ja już nie patrzę, nie ma mnie.
Myliłam się, dziękuję, że mi to uświadamiacie za każdym razem, kiedy z wami rozmawiam. :)
Lights will guide you home and ignite your bones, and I will try to fix you..
18/02/2012 22:58:57
24/01/2012 22:02:53
13/01/2012 0:52:09
09/12/2011 3:13:04
28/11/2011 0:46:47
21/11/2011 23:46:40
07/11/2011 21:18:01
13/10/2011 21:28:35
Wszystkie wpisyverdwen
surrenderingtogravity
shimamoto
googikroo
slodkokwasnezycie
mlodyoi
aniolembyc
czillaut
Wszyscy znajomi