Kiedy na chwilę przestajesz biec, orientujesz się, że jesteś sam.
Że szalony świat, którego tak usilnie próbujesz być częścią - to teatr jednego widza i artysty.
Nikogo nie ma.
Jest przeraźliwie zimno, kiedy nie ma Cię wieczorami, kiedy muszę sama ustanowić kolejność rutynowych wieczornych lenistw.
Kłamstwa zwyczajowe i jesienne tendencje w podręcznym lusterku. Obolałe już stopy wczorajszej nadziei. I wstyd, bo ten kawałek układanki nie pasuje. Wyróżnia się prymitywnością.
Gdzie są te wczorajsze nadzieje? Mrzonki. (Bo zimno przecież i ten kawałek zamarznięty).
Zgrzytają mi w zębach. Nigdy nie poczuję ciepła reflektorów na pulchnych policzkach - na szczęście pozostają mi moje nocne wycieczki do świata wg Aleksandry.
Przekleństwem inteligentnego człowieka jest świadomość, że jest jednym z wielu. Że wcale nie jest wyjątkowy. Będą inni, lepsi, łatwiejsi do zapamiętania.
Ach ten ból przemijania..
Moje punktualne depresje..
18/02/2012 22:58:57
24/01/2012 22:02:53
13/01/2012 0:52:09
09/12/2011 3:13:04
28/11/2011 0:46:47
21/11/2011 23:46:40
07/11/2011 21:18:01
13/10/2011 21:28:35
Wszystkie wpisyverdwen
surrenderingtogravity
shimamoto
googikroo
slodkokwasnezycie
mlodyoi
aniolembyc
czillaut
Wszyscy znajomi