2010/02/09 kreatywne walentynki |
|||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||
|
udostępnij | ||||||||||||||||
Nieopodal poligrodowego leżącego bałwana wyrósł całkiem zacny lodowy pałac którego by się Arktos z Tabalugi nie powstydził. ;] Zamazana Maria w drzwiach, komnata mieści skrajnie siedmiu skippolli, można się nawet wyprostować.
Konkursowy opis walentynek, po napisaniu i wysłaniu gdy zacząłem zagłębiać się w regulamin okazało się że miało być maksymalnie 500 znaków a ja nastukałem 4000... no cóż. Konkurs wyczajony poprzez KrakSpot, następców WebSofy jak dla mnie. A tekst powstał w skutek kuszenia ipodami, w końcu tylko za wysilenie klawiatury... :D
Aby dzień czternastego lutego był w pełni szczęśliwy na jego początku musi wydarzyć się coś, co wyczerpie limit pecha na ten dzień. Zgodnie z tym filozoficzno katastroficznym założeniem, mogę w ramach wypełniania tego limitu zaspać wskutek rozleniwienia baterii w budziku, przypalić rano romantycznie mleko albo zatrzasnąć klucze od domu w środku (co tak naprawdę może wyszłoby i bardziej na plus, bo byłby to potężny pretekst do zostania cały dzień z lubą). Skoro już różne dziwne rzeczy zdążyły się spełnić zanim w ogóle wyszedłem z domu i udałem się w drogę do jedynej, to życzyłbym sobie przyśpieszonej wiosny. Tu i ówdzie przebiśniegi, ptaki drące radośnie mordy, ciepły wiatr tak aby szalik nie miał realnego zadania ogrzewania karku, tylko klimatycznie był lekko tarmoszony przez zawirowania powietrzne. Takie niecodzienne jak na tą porę roku zjawiska atmosferyczne sprawiłyby wyciągnięcie z czeluści piwnicy roweru. Z jednej strony dotrę może chwilę później do kochanej, ale z drugiej, to całkiem niezła idea aby wykorzystać atak wiosny i popisać się serwisem jej damki która też przeczekała mroźny okres gdzieś schowana. Sunąc zieleniącymi się świeżo alejkami wpadłby mi też pewnie do głowy pomysł zbudowania tandemu. Ale to nie dziś, innym razem może.
Bajkowość, bajkowością a realizm realizmem. W ramach tego drugiego śpiesząc się na składaku zostanę zatrzymany przez służbę mundurową łamiąc jakieś przepisy, nieumyślnie oczywiście. Na szczęście doza bajkowości pozwala policjantom tego dnia na nie zatrzymanie mnie za długo, ba, zadanie mi jako resocjalizacji misji dostarczenia sami wiecie komu różyczki którą od nich otrzymam zamiast mandatu. Gdy tylko zgubię ich z pola widzenia spojrzę z niesmakiem na oklepany kwiat. No ale jak na policję to i tak fantastycznie. Ostatni postój przed celem trzeba więc zrobić w kwiaciarni wymieniając czerwoną różę na olbrzymi słonecznik. Trochę niewygodnie się z nim jedzie, ale uważam że jest o wiele ciekawszy. I śmiesznie będzie wyglądało gdy otworzy mi drzwi a roślinne słońce zasłoni mi ponad pół twarzy. Namalować na nim sprayem uśmiech? Nie, bo farba utrudni później konsumpcję!
Wybierzemy się zgodnie z planem rowerami za miasto. W trojkę, z wiosną, ale jej towarzystwo nie przeszkadza ani mi ani jej, wręcz przeciwnie. Będziemy ścigać się po pustych dobrze utwardzonych leśnych ścieżkach, wspinać mozolnie na pagórki i śmigać z szaloną prędkością w dół. Absolutnie bezpiecznie mimo zawrotnej prędkości, dzięki porannym rytuałom. Zmęczeni szarżowaniem dokonamy pauzy na jakiejś polanie rozkładając się bezczynnie. Wygodnictwo objawi się w pełnej wolności myśli i skryciu przed resztą świata. Szalony pęd ku autonomii i samodzielności skończy się wraz z pierwszym odzewem żołądka. To dopiero będzie znak że pora wrócić do cywilizacji. Ale nie do jakiejś kawiarni na espresso, czekoladę czy sernik albo wykwintnej restauracji w celu raczenia się winem i delektowania krabami. Nudy. Po szybkich zakupach na chybił trafił wpadniemy do kuchni popełniając w niej coś spontanicznego a zarazem kreatywnego. Cokolwiek powstanie, będzie na pewno mieszało niebanalnie bardzo odmienne ale współgrające smaki, a zarazem oczywiście świetnie smakowało.
Tak nasyceni, po krótkiej sjeście będziemy chcieli pewnie znów zrobić coś twórczego razem. Pomalujemy razem ścianę w garażu dając upust abstrakcji drzemiącej w umysłach, poszukamy najwyższego budynku w mieście a potem zrobimy wszystko żeby się do niego dostać i zobaczyć panoramę miasta albo wleziemy na drzewo gdzie schowamy się rzucając przechodniom pod nogi jednogroszowe monety. Dzień upłynie niemonotonnie, ciężko jest mi samodzielnie określić dokładnie jak, bo będę miał w niego tylko i aż połowę wkładu. Wieczorem wyczerpani po tak nowatorskich walentynkach zdecydujemy kto posiada wygodniejszą kanapę po czym obierzemy ją za cel. Spoczniemy na niej jednak dopiero z dwoma okazałymi szklanicami korzenno-ziołowego miodu pitnego. Dzień zakończymy wspólnie obejrzanym dobrym horrorem, ale bez kiczu o potworach czy psychopatach. Dobrym, znaczy takim abyśmy mogli realnie bać się tego czego nie znamy, podskakiwać w miejscu bojaźliwie i nawzajem się uspokajać. A po tym wszystkim, wszystkim, i tak zasnąć spokojnie bo razem.
15 godz. temu
13/03/2010 22:03:14
12/03/2010 20:00:27
09/03/2010 20:26:19
04/03/2010 23:42:34
04/03/2010 0:05:23
02/03/2010 0:33:55
Wszystkie wpisy