|
2010/09/05
|
|||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||
Pierwsza w pełni wrześniowa niedziela minęła mi w chłodzie i kroplach deszczu, w mnogości dusz i ubrań, poznanych równie przelotnie, pobieżnie-łączy nas tylko wspólnie wypita herbata, wymienione urywane zdania, nieistniejące dialogi, kruche więzi, jednak, mimo okrutnego, tym razem zupełnie niemetaforycznego chłodu, także bardziej trwałe, całkiem ciepłe wspomnienia, popołudniowe poszukiwania, wieczorne rozmowy, przeżywane tak spokojnie, w cieple jasnych okien i temu podobnych, z kiełkującą niepokojąco wyraźnie, namacalnie, systematycznie, wytrwale, wizją jutra, które minie w natłoku odmiennych alfabetów, okoliczności ich poznawania, między parterem a strychem, między dyftongiem, a "i" sylabotwórczym, w przestrzeni między akcentem w prawo, a powrotnym tramwajem zdążę się zgubić. Może zdążę się znaleźć.
Analogowo. Sobotnio. Przedpołudniem, zaczynającym się od K.
12/02/2012 20:21:52
10/02/2012 23:36:24
07/02/2012 20:54:12
05/02/2012 22:32:54
03/02/2012 22:52:27
01/02/2012 21:22:44
30/01/2012 21:06:31
28/01/2012 22:17:02
Wszystkie wpisywszechpechowapanienka
jesuislevent
ladypanpiglot
moniaa17
siedemchmurek
sloneczkomaciusia
kopru
jaelle
Wszyscy znajomi