Coraz więcej zdarzeń i sytuacji traci sens. Uciekły mi spod powiek kolory, całkiem niedawno, acz skutecznie. I tak mi za tymi kolorami tęskno, za esencją świata, światła. Brnę w coraz większe mgły, mętne wody, wszystko dookoła niespokojne. Chciałabym stałego słońca, jednokolorowego nieba, przewidywalnych dni. Potrzebuję antidotum na, podwójną już, tęskotę. Te tęsknoty się mnożą nieprzyzwoicie, nie mam już do nich siły. Zatraciłam już zdolność działania, doskonalę się w płaczach w słone od łez poduszki, w kontemplowaniu nieznośnej ciszy i tonięciu w tych wszystkich tęsknotach. Chciałabym inaczej, jakkolwiek, byle inaczej. Nie ogarniam, wszystko mi ostatnio ucieka, od autobusu, przez czas po konkretne, tak bliskie mi niedawno osoby. I zamiast uczyć się na francuski użalam się nad sobą, niedobrze ze mną, coraz gorzej....
12/02/2012 20:21:52
10/02/2012 23:36:24
07/02/2012 20:54:12
05/02/2012 22:32:54
03/02/2012 22:52:27
01/02/2012 21:22:44
30/01/2012 21:06:31
28/01/2012 22:17:02
Wszystkie wpisyjesuislevent
ladypanpiglot
moniaa17
siedemchmurek
sloneczkomaciusia
wszechpechowapanienka
kopru
jaelle
Wszyscy znajomi