Zaciągam cienkie powieki wielookich swetrów za bezsen, zaciągam się od źrenic bezcennie mroźnym powietrzem, co drga w świetle żył, w cieniu przestrzennych słońc. Za stołem zastałam pod zastaw, pod obrus włożone słowa, mieniące się na krawędzi głębokich talerzy interpunkcyjne wytyczne, co znaczą niewiele, turkus i zieleń, zmiętowioną matowo. L.śni grubą kreską, linią niebieską szarość miast granic znaczę czasem, coraz częściej, gęściej, s.obie, wszak im(.) dalej w las tym bliżej nieb.
Ześlizguję się w morza, pod dywany, nad gałęzie. Uwięzłam w oknie, w kad, że aż wstyd, niemal lipcowo, patrzeniem parującym, sparowanym od ściany do ściany, wnikliwiej odrapanej A.&J.
ihatelovee
- 13/02/2012 14:23:13
12/02/2012 20:21:52
10/02/2012 23:36:24
07/02/2012 20:54:12
05/02/2012 22:32:54
03/02/2012 22:52:27
01/02/2012 21:22:44
30/01/2012 21:06:31
28/01/2012 22:17:02
Wszystkie wpisyladypanpiglot
russiantea
wszechpechowapanienka
siedemchmurek
jesuislevent
jaelle
analiza
juanka
Wszyscy znajomi