Strzelić, czy nie strzelić...? Oto jest pytanie!
Powoli tracę sens. Wiem, że to minie, ale teraz...? Teraz padam na twarz. Potrzebuję adrenaliny, jakiegoś kopa do życia. Rozrywki, szaleństwa, wyjścia. A tu dziwnym trafem niektórzy potrafią w jednej chwili ze wszystkiego zrezygnować (chociaż nie... potrafią się jeszcze w jednej chwili zebrać, ale nie włączając mnie w swoje zacne grono).
Oj taaak, ludzie nie mogą być przedmiotem pojęć. Czemu? Zainteresowanym polecam Platona. Ot, co.
Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem... dziewięć... dziesięć.
Dziesięć, dziewięć, osiem, siedem, sześć, pięć, cztery, trzy... dwa... jeden.
Taaa... Niekiedy mam ochotę sobie strzelić w łeb i przestać się wszystkim przejmować.
Zresztą... Jak nikt się nie przejmuje mną, to czemu ja mam zwracać na cokolwiek uwagę...?
Brrr... Może to przesilenie wiosenne, może inne czynniki na to wpływają. Nie wiem.
Po prostu tak jest.
Przydałby się jakiś sposób na rozładowanie negatywnych uczuć.
"Uwolnij swoje emocje!"
Jak na razie robię to śpiewając. Niestety, jeden fragment (kraniec lub płacz, sama nie jestem pewna, który) nie chce mi wyjść. Zaledwie jedna nutka, ćwierćnutka nawet, ułamek sekundy, ale strrrasznie irytujące to jest. Tym bardziej, że nigdzie nie umiem znaleźć oryginału (choć podobno gdzieś jest). A takie piękne jest Rosa Rosi...
Ale nie poddam się. Może uda mi się w końcu ją odszukać. A jak nie, to i tak będę ją śpiewać i szukać odpowiedniego dźwięku.
A że inni przy tym pocierpią - nie moja sprawa. Przynajmniej w tym przypadku będę egoistką.
BTW. Tak bardzo chce mi się z niektórych śmiać.
Z jednych - z powodu ich naiwności.
Z drugich - ślepoty na otaczający ich świat.
A z trzecich - bo ci za to chyba uważają, że wszyscy inni wokół są ślepi.
W gruncie rzeczy te trzy grona osób się przeplatają.
Nic nie posiadam, sam jestem - samiustek.
Na krańcach płaczu czekam
Wśród ziemskiej niedoli i zaziemskich pustek.
Nie zwlekaj, ja nie zwlekam.