Jakże wiele rzeczy potrafi być piękne. Myślałaś nad tym? Jednak nie zawsze piękno, to dobro.
Piękny może być lew, cały jego majestat i władza, a jednak czy kiedy zabija można powiedzieć: Dobro?
Piękno wynika z dobra i nigdy na odwrót.
Ty jesteś dobra, tym samym jesteś piękna.
Bo jakże zgubny jest czasem wygląd...
Takie słowa, wypowiedziane przez przyjaciela, potrafią człowieka podnieść na duchu. Niestety, nie na długo. Jestem wdzięczna osobie, która to próbowała zrobić.
Lecz jeżeli nie widzi się pozytywnych stron swojej osobowości, do głowy przychodzą tylko wspomnienia swoich błędów, to jakże można wierzyć w swoje piękno i dobro?
Tęsknię. Myślę. Płaczę.
I to w nadmiernych ilościach.
Ahhh... Gdyby tak obok był Ktoś, kto podałby swoje ramię, by się podnieść, kto powiedziałby, że wszystko będzie dobrze, kto wziąłby za rękę i pomógł zapomnieć o tym wszystkim.
Nie wyrabiam. Z niczym.
Staram się to wszystko ukrywać. Zakładać maskę, by inni tego wszystkiego nie dostrzegali. Bo po co mam im psuć humory?
Lecz niekiedy już nie umiem inaczej. Chociaż się uśmiecham, to gdzieś tam jednak siedzi ta niepewność, ten ból, rozpacz.
Nie wiem, co będzie jutro. Za godzinę. Minutę. Sekundę.
Nie mam ochoty, czasu ani siły na nic.
I znów praktycznie codziennie jestem w Gliwicach. Znów kilka godzin spędzonych w szpitalu. Znów milion myśli o tym, co by było gdyby. Znów nadzieja, że jednak On czuwa.
Bo mogło być gorzej.
Nigdy nie przypuszczałam, że tak będą wyglądać ostatnie dni. Nie przypuszczałam, że będę świadkiem, baaa, uczestnikiem takiego wydarzenia. Że będę się cieszyła z każdego kroku, ruchu, szczerego uśmiechu.
Po raz kolejny przekonałam się o mojej bezsilności. O tym, że nie należy nic planować.
Irytuje mnie to bardziej, niż cokolwiek innego.
Czekam na cud. Że ze zbioru wszystkich przeżytych dni powstanie coś dobrego.
Tak, ja ta tęcza odbita w drobnych kroplach fontanny.
Pomocy...
Bądź ostrożny:
wolne od melodii i sensu
słowa uciekły w noc.
Jeszcze wilgotne i ciężkie od snu,
płyną pod prąd, zamieniając się w pogardę.