Rozciągam w swojej głowie czas i myślę, że to wystarczy. A jednak zimny oddech nadal pozostaje rzeczywistością. Życie przemija bez niepotrzebnych drgań w domyślnej samej sobie fali uniesień. Wszystko tworzy się teraz jednodniowo. Nagle usta we śnie przerywają mi zmysłowość poranków. Boli mnie siła niewykorzystanych szans. A jednocześnie takim sobą jestem w tej słodkości narzuconego światka. Jestem pustą drogą do nikąd. Pudełeczko na trupki. Woda płynie, której nie zawróci obrót świata. Jedynie te przeczucia, te sny i wtedy ta ty. Ale to upadek świata, kpina jego z dobrej mojej woli do niego. Bądź grzeczny, nie pójdziesz do kąta, życie wyśmieje ci się krwawiącą raną prosto w umysł. Niech boli, po to stworzenie nadane na tej planecie istnieje. Co chwila włączamy i wyłączamy. Każdy gest mój, jest odepchnięciem świata, a ona odpłynęła w niebyt. Pobicie własnego słowotwórstwa, lekka myśl, ochłonięcie z wapiennego stanu. Bądź. Choćbym miał wichurę i grzmot przed sobą, będę teraz. Tylko koniec świata byłby przeszkodą.
1 godz. temu
13/02/2012 1:04:02
06/02/2012 1:28:05
03/02/2012 18:09:11
03/02/2012 14:16:15
02/02/2012 20:28:37
02/02/2012 4:12:16
25/01/2012 2:04:28
Wszystkie wpisykamien666
missmawkish
missweird
mpwss
dorion
brenio
mashqaron
zakare
Wszyscy znajomi