no i właściwie mamy po świętach.
bardzo się cieszę, że przede mną jeszcze tydzień w domu, mimo że wiem, że to migusiem zleci.
i właściwie nie wiem co mam napisać.
jest 1:37.
muszę koniecznie iść zaraz spać, bo zaraz padnę twarzą w klawiaturę i tyle będzie w temacie.
po powrocie do rodzinnego miasta miała miejsce impreza. mój występ tego wieczoru nie należał do tych najbardziej udanych.
poza tym uważam, że byłoby zdecydowanie MILEJ gdyby nie pewne czynniki sprzyjające wkur.wieniu.
either way, do domu dotarłam około godziny 4:30, w bolących stopach, bo nowe buty nierozchodzone.
zdecydowanie zbabiałam ostatnio, patrząc na to, co potrafi zrobić ze mną para butów. cudnych butów, bądźmy szczerzy.
ej pierdzielę od rzeczy.
ale tak to właśnie jest, kiedy dodaje się notkę głównie dlatego, że ma się potworną ochotę.
oraz kiedy po głowie pałęta się zbyt wiele myśli, których nie można tu przelać. niektórych nie można, innych nie potrafi się ubrać w zdania.
jest tyle rzeczy na mojej liście do przemyślenia.
albo raczej rzeczy, które zaprzątają mi głowę i tworzą chmury na twarzy. przeważnie niewidoczne.
nieważne.
S.
~
oh my god, michael! its soooo cute outside!
~
02/03/2011 20:42:49
19/08/2010 12:25:21
05/08/2010 18:10:58
24/05/2010 1:35:09
21/05/2010 22:58:28
05/04/2010 1:50:34
15/03/2010 2:11:47
11/03/2010 3:22:39
Wszystkie wpisyxlemonlovelyx
funkyshop
afrostyl
wrazliwosci
silatrommi
heartcore
patitaj
magushop
Wszyscy znajomi