Photoblog.pl

Załóż konto

11:11 - sixty seconds of love 

2016/11/09   

 

« następne   poprzednie »

Przedstawiam Wam miłość mojego życia, mojego dalmatyńczyka. Mojego Daniela.

Pamiętam dobrze naszą pierwszą rozmowę. Byłam akurat po toksycznym związku, na którym straciłam wszystko, ubrania, prywatne rzeczy -wszystko przepadło! Dużo kłamstw, zdrady, znowu kłamstwa... Dlatego po rozstaniu obiecałam sobie, że teraz nie chcę żadnych facetów. Cieszę się życiem i biorę z niego jak najwięcej, skupiam się na sobie, inwestuje w siebie... Do czasu! Kiedy to pewnego słonecznego dnia napisał do mnie tajemniczy ktoś, o dość nietypowej ksywie "Jumbo". Odpisałam tylko dlatego, że zaczął rozmowę zupełnie inaczej niz cała reszta. Odpisałam ot tak, nie myśląc nawet, że się w ogóle spotkamy, a co tu mówić o związku. Do tego rzucił jakimś tekstem, którym mnie zdenerwował, że miałam zamiar nie odpisywać. Aleee coś nas ciągnęło do siebie... Mam wrażenie, że ktoś na górze chciał, żebyśmy koniecznie się spotkali, dlatego postawił nas na wspólnej drodze. W każdym bądź razie, wiele przeszkód przeskoczyliśmy i pokonaliśmy, zanim doszło do spotkania. Po pierwsze, plany pokrzyżował nam wypadek, do tego odległość Polska-Anglia, no i cholernie zazdrosna koleżanka. Byłam przekonana, że nic z tego, już po ptokach. Nawet nie wiem, w którym momencie zaczęło mi zależeć. Po prostu w pewnym momencie pisanie przez chwilę z dystansu zmieniło się w rozmowy od rana do wieczora, o wszystkim dosłownie, gdzie często ciężko było iść spać. Kiedy moja nadzieja powoli umierała, nadszedł pewien sierpniowy piątek, a po nim sobota. Gdzie w piątek przez cały dzień żyłam bez jakiejkolwiek wiadomości i nie wiedziałam co jest grane, obawiałam, że to sprawka zazdrosnej koleżanki (ZNOWU!), bo mimo wszystko nie był to pierwszy raz, ale za każdym razem, kiedy czekałam cały dzień na jakąś wiadomość, w głębi duszy liczyłam, że cisza spowodowana jest podróżą do Polski... Pamiętam jak żaliłam się Marcie, która pocieszała "pamiętaj, odbieraj teraz telefon z nieznanego numeru" i wtedy nadszedł piękny słoneczny poranek... Renata niczego nie świadoma pożera śniadanie, godzina chyba 8:50 i dzwoni telefon! Numer mi nieznany, ale ciul, odbieram. I słyszę głos, od którego serce oszalało i zaczęło walić tak, że cała się trzęsłam, a kanapka którą jadłam wypadła mi z ręki. Pamiętam do dzisiaj... "Renata?" Pamiętam widok, jaki zobaczyłam przy mojej dawnej pracy (taaa, jedyne miejsce, gdzie mój Danko mógł trafić haha)

Chociaż mija już 3 miesiąc, nadal momentami nie mogę w to wszystko uwierzyć... Chociaż jak jesteśmy obok, to szarpiemy się że o mało się nie pozabijamy, to mimo wszystko, kiedy dzieli nas teraz 100km, ubolewam, że nie ma kto mnie wkurzać. Taki zwykły związek, a jednak dość niezwykły. Tak, uważam, że los zesłał nam siebie, że ktoś z góry wiedział, że to siebie szukamy, więc w końcu pomógł nam się odnaleźć... Wiem, że dopiero teraz mam przy sobie mężczyznę, który pasuje do mnie, jak brakujący puzel w układance. Mężczyznę, który jako JEDYNY potrafi o mnie zadbać, myśli najpierw o moich potrzebach, jak się czuję itd. Mężczyznę, który dla innych jest dziwny, dla mnie wyjątkowy. Mężczyznę mojego życia.

 

Jeszcze zobaczycie tutaj nasze zdjęcia ze ślubu, czy z dziećmi. :)

 

Ps. Kocham z całego serducha

Brak komentarzy

Najnowsze wpisy

Wpis sileentscream

 

Wpis sileentscream

 

Wpis sileentscream

 

Wpis sileentscream

 

Wpis sileentscream

 

Wpis sileentscream

 

Wpis sileentscream

 

Wpis sileentscream

 

Wszystkie wpisy