|
2010/01/02
|
|||||||||||||||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||||||||||||||
Kategoria:
behind people stand alone
|
|||||||||||||||||||||||||||||
Okres przed noworoczny oraz po noworoczny ma to do siebie, że w równym stopniu rozkłada na siebie postanowienia do wypełnienia, jak i pewnego rodzaju podsumowania tego, co już minęło. Miliardy myśli bombardujących umysł z częstotliwością rzęsistego deszczu dudniącego o parapet. Podsumowania, refleksje...jaki był poprzedni, jaki będzie następny rok...i co roku ta sama karuzela nastroju. Najpierw oczekiwanie na tę balową noc, a później oczekiwanie na nowy rozdział w swoim życiu.
Jeśli prawdą jest, że nowy rok będzie taki, jaka jego noc, to zapowiada się rok dość ekhm specyficznie. Samotnie, czyli bez zmian, lecz mocno imprezowo. Czyli bez zmian.
Nie ma postanowień, nie ma, bo nie ma sensu. Postanowienia to rygor, który nic nie wnosi do życia, a je jedynie komplikuje. Ewentualnym postanowieniem, to wytrwać przy rozumie i umiejętnie z niego korzystać. Tyle w temacie.
Czegoś jednak brak, brak, dotkliwy nawet. Lecz...oby ten rok coś zmienił.
Rozpływam się przy dźwiękach mistrza muzyki reggae. Marley...ah Marley...
There's a natural mystic blowing through the air
BigUp!