Ja chyba nie jestem jednym z tych pięknych ludzi pokazywanych w filmach. Nie mam niczego wyjątkowego - i proszę! Bez pieprzenia o wyjątkowości samej siebie, bo to też gówno prawda - żadnej szczególnej cechy charakteru, którą mogłabym pielęgnować.
Nie mogę znieść tego, że ważne co bym robiła i jak się starała, zawsze zostanę tylko pierdoloną wiecznie uśmiechniętą Karolcią. Dla siebie też. Czasem, ta cała gra pochłania mnie tak bardzo, że zapominam o zdjęciu maski. Ale to wcale nie znaczy, że jestem fałszywa. Poprostu lepiej czuję się z inną sobą.
I aż mi się na wymioty zbiera, jak widzę was tak ciągle zajętych, biegnących, rozchwytywanych i zadowolonych z siebie.
Obeszłoby to was całkowicie. Jeszcze jeden cholernie barwny szczegół w bogatym życiorysie. Z chęcią wam w tym pomogę, jak już nie dostanę się na studia. Będziecie mięli o czym rozmawiać, przez całe dwie minuty. Zrobicie kilka min.
Bo moja wina, moja słabość moja wada. To nie jest ironia, tak myślę - Jeśli jest ci źle przez ludzi, po 19 latach życia, to chyba znaczy, że jesteś skrajnie nieprzystosowana. Albo zwyczajnie głupia.
Ale co, jeśli jest ci źle, przez samą siebie? Jeśli nie potrafisz znieść swojego charakteru, wyglądu i otoczenia? Każdego elementu życia?- Wtedy nic się nie dzieje. Trawa rośnie jak rosła, śnieg nadal znika nieustającymi opadami i nikt, absolutnie nikt nie jest w stanie odgadnąć. Bo nie widzi czegoś, co jest w tobie, co ukrywasz, spychasz, zatykasz ze wszystkich stron, żeby tylko nie uciekło. I tego też w sobie nienawidzisz.
Bo oczywiście są ludzie, którzy chcieliby ci pomóc. Więc, czemu nie?
Bo to takie upokarzające. Głupie, dziecinne i jeśli jeszcze jesteś w stanie to ukryać znaczy, że nie jest tak źle.
I nie mówcie, że chcecie pomóc. Nie poniżajcie się
Nie można mieć wszystkiego - ja nie mam na co narzekać.
Zdjęcie by Ari -----> www.arlettam.fbl.pl
Nikt nie mówił, że umiem pisać.