Masakra, czas mknie jak rakieta. Dwa dni temu minęły 3 miesiące od powrotu z Walencjii, a ja znów przygotowuję się na wylot do Hiszpanii. W takiej sytuacji problemem staje się praca licencjacka, której część teoretyczną muszę zdążyc oddać przed wyjazdem,czyli za tydzień, a wciąż jest w zarodku, który nijak nie ma chęci do rozrostu. Podejście moje waha się na granicy rozpaczy i radosnego twierdzenia, że zawsze daję radę, więc dlaczego i tym razem miałabym nie dać, przecież to jeszcze nie obrona. Może to,co stworzę przez najbliższy tydzień to będzie bełkot i głupoty nie mające sensu i nie trzymające się kupy, ale cośtam oddam i semestr zaliczyć mi będzie trzeba. Prawda?;)
dziś na ćwiczeniach z PR pan doktor kazał każdemu powiedzieć o sobie kilka zdań. byłam pod koniec, bylam zestresowana i trzęsły mi się ręce, ale dzielnie opowiedziałam o moich wieloletnich próbach fotografowania, wyjazdach łączących się z noclegami na dworcach i lotniskach i "tak jak wspomniało większość kolegów, tak jak 90% mężczyzn interesuję się też motoryzacją" czyli historia o tym, jak wiem niewiele, ale coraz więcej. nigdy nie opanuję wystapień publicznych [i tu znów myśli o obronie..]
a tak poza tym, kupiłam właśnie parowar. będę gotowała pyszności i będę szczupła jak modelka, a co!
_________________________
odrobinę większe zdjęcie TU