Zupełnie znienacka w głowę trzepnęła mnie paskudna ochota na wspominki, na rozmyslania, na czytanie tego,co pisałam nie tylko na photoblogu w 2006 roku, na przypominanie sobie co wtedy czułam i wiele,wiele innych. Dopadł mnie też żal za tym,co straciłam na mniej lub bardziej własne życzenie, teraz niedawno i też zupełnie dawno temu. Słucham muzyki,której nie słuchałam wieki, siedzę wpatrzona przed siebie i zastanawiam się, co się do cholery stało z tą zawziętą, wredną osobą za którą się często uważam i za którą niejednokrotnie uważali mnie inni i dlaczego na jej miejsce czasem tak niespodziewanie wskakuje malutka,bezradna dziewczynka, która doprawdy wciąż nie wie co chce zrobić ze swoim życiem.
jest tak cholernie dużo rzeczy,które chciałabym zrobić i sama nie wiem, czy nie robię ich z braku możliwości, czy po prostu dlatego, że coraz częściej atakuje mnie rezygnacja. trochę się boję siebie. że tylko ja sama jestem powodem wszystkiego, czego żałuję. mam tylko nadzieję, że to wszystko mi się tylko wydaje i myśli te kształtują się pod wpływem mojej chwilowej melancholii.
czas zabrać się do działania i zrobić krok w kierunku realizacji kolejnych marzeń, bo przecież nieraz przekonałam się na własnej skórze, że spełnianie marzeń nie jest niemożliwe.
'so i take little more for me' i do przodu.
__________________________________________________________________________________________________
zdjęcie doprawdy przedstawia mnie w formie, w jakiej mozna obecnie mnie spotkać najczęściej, czyli.. kiepskiej,po prostu. ale to tylko dlatego, że jestem zmęczona. za pół roku odzyskam całą moją życiową energię.