i znowu to samo.punkt wyjścia.zasypiać ze strachem, budzić się z rozczarowaniem. bez pocałunku wyskoczyć z pociągu, witam się z palcem na ustach. moja tajemnica albo już zoastała odkryta albo już nigdy nie wyjdzie najaw. miał do mnie ogromne zaufanie powierzając mi ją. "Długo wchodzi się pod górę, szybko z niej zbiega" w końcu gdy byłam tego świadoma, moja kara została wydłużona przy skróceniu. nie wiedziałam, że nie będę mogła zbiec z niej swoim tępem, nie wiedziałam że góra należy do śniegu, nie wiedziałam że dostane sanki i ktoś pchnie mnie tak mocno bym nie poczuła że dotarłam do końca.. nie wiem czy to dlatego bym nie przyzwyczajała się do dobra czy po co bym go w ogóle nie doświadczyła. wszystko tak mija że nie mam na to wpływu. lampa, fotel, cztery ściany. chcę kapcie, ale takie po których nie śmierdzą nogi. takie które poniosą mnie wysoko bym mogła na wszystko lać dosłownie i w przenośni. a tym czasem nic takiego. grzesze, każde moje słowo to kłamstwo, jak nie dla ciebie to dla mnie. już nie daję rady nieść. ten krzyż jest za cieżki, nie wniosę go na góre. ale mam wybór, Ty już nie. świat jest pełen księżniczek i książąt ale to oni przegrają, już są na dnie. podając mi rękę pamietaj że to ja mogę ją opluć
to ja miałam zbudować tobie wehikuł czasu, a tym czasem jest mi bardziej potrzebny niż tobie.