ale ona przybyła. dym zgęstniał i kłębił się złowieszczo pod lampą okapu, podrażniając nozdrza. chłód. przenikliwy do szpiku kości. przysunęłam się do kaloryfera. siedziała na łóżku.
można było się śmiać. uwielbiałam stać na moście wpatrując się w światła. szum zatłoczonych ulic wyciszał mnie. czułam, że jesteś. czekałam na sygnał, by biec co tchu otworzyć drzwi i wpuścić Cię do środka. podając Ci papierosy zapytać jak minął dzień. zdarzało się czuć we włosach wiatr. zdarzyła się i miłość - jeszcze jedno do kolekcji miejsc gdzie zawsze chcę się wrócić.
wygrała.
wbrew pozorom chyba mniej boję się żyć. i nigdy nie mówię nigdy
może gdy
kto wie