gdyby ktoś powiedział mi rok temu, że jeszcze kiedyś będziemy razem pozować do zdjęcia, wybuchnęłabym mu śmiechem w twarz. ale przecież prawdziwi przyjaciele zawsze wracają... jeżeli tylko są prawdziwi. <3
wczoraj na urodzinkach Miry . ;** (od lewej: Mirunia, Nadin, ja, Madźź)
tak oto dziś najprawdopodobniej zakończył się mój idealny związek, który w rzeczywistości nie był tak idealny, o ile patrzy się na niego z dystansem... mimo wszystko boli.
bo on był moim powietrzem, bez którego przecież nie da się żyć...
ale ja już nie takie rzeczy robiłam. jestem silna! dam sobie radę.
nie wierzę po prostu, że po raz kolejny dałam zrobić się w chuja. ale udowodniłam sobie, że mimo wszystko... wszyscy faceci są tacy sami... jakkolwiek pięknie by mówili...
czemu tylko JEGO piękne słowa nie miały odzwierciedlenia w czynach.
kocham go, jak jeszcze nigdy nikogo nie kochałam, ale przecież dam sobie radę.
bo mam nadal dla kogo żyć. ;**
najgorzej będzie ... gdy codziennie będę musiała oglądać go w szkole.
BOLI, BOLI, BOLI.
ale koniec tego użalania się.
już!
nie płaczę, bo nie ma po co... !
"umieraj stąd!
bierz co swoje i won!
w zaświaty gdzie zmory, gdzie strzygi, upiory,
gdzie zimno i wieje,
gdzie głodno i mrok!"