Photoblog.pl

Załóż konto

Słodkie przepisy na cały rok! 

2018/05/14   

Dużo tego

« następne   poprzednie »
Dużo tego

Przez ostatnie dwa tygodnie nie dawałem rady wyjść z osłabienia, po każdym posiłku właściwie oczy mi się zamykały, a do tego jeszcze te bóle głowy, zawroty, mdłości, suchość w ustach i tak dalej i tak dalej. Jest spora szansa, że od jakichś pięciu lat różne moje przypadłości były stanami przedcukrzycowymi. Nie wiadomo jednak póki co jak to jest do końca. Nic nie da się powiedzieć również teraz. Czekam dopiero na badania. Teoretycznie mógłbym iść już jutro, ale muszę w tym celu wziąć wolne, a i pomyślałem, że upchnę wszystko razem: laboratorium, psychoterapię i spotkanie z Lidką. Od razu mógłbym wówczas obskoczyć bank. Nie ma czasu myśleć o porażkach i samotności. Nie ma sensu szukać tam, gdzie nie da się znaleźć. Czasem oczekujemy akceptacji od tych, którzy nas nie akceptują. Zakochujemy się w kobietach, które nawet na nas nie spojrzą. Najbardziej lubimy tych, którzy mają nas za głupków. Czasem nie dostrzegasz akceptacji tam, skąd ją otrzymujesz. Myślisz, że ona nawet nie spojrzy, a ona - choć nigdy nie pokocha - to i tak ma cię za całkiem fajnego faceta. Myślisz, że mają cię za głupka, a w rzeczywistości zawsze dobrze ci życzą. Głupcem jednak jesteś. Karta pamięci już przyszła. Bodajże najtańsza na rynku, a śmiga bez zarzutu. Dziś jedynie przez moment mi prawie niezauważalnie "wypikselowało" fragment solówki Zappy, z czego wnioskuję, że było jakieś spowolnienie w transferze, ale raz że w sumie nie wiem, a dwa że kto by się przejmował.


Czytam ostatnio trochę o ruchach charyzmatycznych i wspominam stare dzieje. Co prawda za swoich katolickich czasów angażowałem się w środowiska o duchowości neopietystycznej ściśle rzecz ujmując, ale neocharyzmatyczne wtręty też się tam pojawiały. To był ten sam tępy entuzjazm, skrajny indywidualizm oraz zredukowanie wiary do emocji i szukania przeżyć. Wymachiwanie łapami, upadanie na posadzkę i tzw. "modlitwa wstawiennicza" - to wszystko działo się obok, ale niektóre aspekty skrywał mrok tajemnicy. Nie byłem na dość wysokim poziomie wtajemniczenia. Wystarczyła mi zresztą zwykła głupia "modlitwa spontaniczna", żeby obudzić demony. Pietyzm i zwykły charyzmatyzm mogą się jednak skończyć najwyżej utratą wiary (jak w końcu u mnie w pewnym momencie) lub problemami psychicznymi (to akurat był mój wkład własny wówczas - i z czymś takim też niedobrze wchodzić w "nowe wspólnoty", bo może się tylko pogorszyć). Z chrześcijańskiego punktu widzenia o wiele mroczniej się przedstawia trzecia fala "przebudzenia zielonoświątkowego" (ruchy katolickie tego typu oficjalnie należą do drugiej fali, pierwsza miała miejsce przy Azusa Street). Swego czasu miałem trochę do czynienia z okultyzmem, próbowałem praktykować magię, szamanizm i takie tam. W tamtym okresie naprawdę zaskoczyła mnie szczegółowa lektura o założeniach tzw. teologii sukcesu. Pewne aspekty wydały mi się dziwnie znajome. Przewrotnym znajduję fakt, że Pismo Św. jest tu de facto źródłem formuł magicznych, które powtarzane jak mantra pozwalają osiągać różne cele. Innym przykładem jest tzw. ruch wstawienników, odczyniający marszami i ekstatycznymi śpiewami różne miejsca, budynki, miasta itd. rzekomo związane przez siły zła. Dziwaczne wierzenia i praktyki  niemające nic wspólnego z chrześcijaństwem okazały się trudne do przełknięcia nawet dla zielonoświątkowców. Kościół Zielonoświątkowy w RP pozbył się ze swoich szeregów liderów zaangażowanych w ten ruch. Tymczasem w Kościele katolickim nurt ponoć ma się dobrze, choć zapewne funkcjonuje niezbyt oficjalnie. Z drugiej strony odbyła się ponoć wielka modlitwa wstawiennicza o uwolnienie narodu polskiego - i to na Jasnej Górze, co raczej nie brzmi jak głębokie podziemie. Ciekawe czy są w polskich katolickich wspólnotach jacyś rzecznicy Toronto Blessing?


Jeśli miałbym mówić jednak o moich doświadczeniach, to pamiętam przede wszystkim prymitywną grę na emocjach. Wspominam jak ludzie płakali i rozstrajali się nerwowo, jak zamykająca się na innych "wspólnota" stawała się celem samym dla siebie, jak mogłeś być "swój" dopóki myślałeś tak samo, jak wszyscy patrzyliśmy z góry na "zwykłych" "nieodrodzonych" wiernych. Kiedyś w końcu powiedziałem, że darzę szacunkiem wiarę "babć klepiących różaniec", że nie czuję się od nich lepszy, pobożniejszy, bardziej "nowonarodzony" i to był moment, w którym stałem się persona non grata. Wtedy jednak byłem już na wylocie i ze wspólnot (służyłem już do Mszy "trydenckiej", chwilę później trafiłem do lefebvrystów) i z katolicyzmu (pytałem księży np. jak rozumieć czyściec, o co w tym chodzi, a w odpowiedzi dostawałem tylko przerażone spojrzenia i rozkładanie rąk). Cerkiew zaś bardzo pilnuje swojej duchowości zachowanej od czasów starożytnych i na niej się opiera - wiem, że mogę jej zaufać, bo to ona rodziła zastępy świętych, począwszy od Ojców Pustyni. Duchowość oparta na pokucie i przemianie życia, nie zaś na poszukiwaniu ekscytujących doznań i poczucia wyższości, większego "uduchowienia" etc. Gdy chodzi o ocenę histerycznych i/lub kryptoezoterycznych pseudoduchowości, które wdzierają się do chrześcijaństwa, rozsądne podejście znajduję też u baptystów, konfesyjnych luteran i tradycjonalistów katolickich.


Ostatnio słuchane:
Dreadzone - Dread Times. Świeża rzecz od kolektywu zasłużonego dla brytyjskiego elektronicznego dubu. Bez wielkich zaskoczeń i bardzo "jamajsko".
Dub Trees - Nature Never Did Betray The Heart That Loved Her. Dość długo szukałem takiego właśnie dubu, mocno psychodelicznego, wypełnionego etnicznymi nawiązaniami i wciąż zachowującego pewne elementy reggae. Teoretycznie stare High Tone też pasuje do tego opisu i faktycznie są wyraźne podobieństwa. W przypadku Dub Trees ten specyficzny dubowy "mistycyzm" brzmi jednak dużo bardziej autentycznie. Czyli akcent jest położny mniej na zabawy za stołem mikserskim, a bardziej na konkretne przyćpanie. O to przecież chodzi w dubie.
Burzum - Burzum. Słuchajcie przez dwa tygodnie samego prawie reggae, a potem puśćcie sobie to. Miazga.


Zdjęcie robiłem słuchając kawałka "Faiseurs de Mondes" Alcest. Starałem się oddać swe wrażenia. Ciekawe, że efekt przypomina trochę okładkę tego właśnie albumu.

 


NP: Dreadzone - Rootsman

Brak komentarzy
Zarejestruj się teraz, aby skomentować wpis użytkownika radogost.

Najnowsze wpisy

Dużo tego

14/05/2018 19:39:18

Światła Miasta

29/04/2018 18:30:28

Dziewięć

16/04/2018 19:13:53

Oto miś

13/04/2018 20:00:58

Pascha

09/04/2018 19:55:33

Brothers of metal together again

18/03/2018 19:03:37

Postapo

12/03/2018 18:58:47

Najdroższa herbata w osiedlowym

05/03/2018 21:20:11

Wszystkie wpisy