Photoblog.pl

Załóż konto

Nobody can come over here

Dodane 5 PAźDZIERNIKA 2017 , exif
Wyświetleń: 29

Dzień 26+27

 

Wiem, opuściłam się, ale nie z lenistwa! Mój kochany telefon się zaciął i nie mogłam dodać żadnego zdjęcia, więc dzisiaj wyjątkowo dwa. A co. 

 

Wczoraj w sumie wszystko szło nieźle. Pobudka zdecydowanie za wcześnie, ale trza jechać do lekarza. Niestety, okazało się, że choroba, z którą borykam się od kilku miesięcy ma nawrót. Nie jest śmiertelna, nie umrę, ale powoduje pewien dyskomfort i, reasumując, nieciekawie to mieć. Ale od razu wykupiłam leki, wszystko jakoś szło. 

W pracy nawet zaczęło się nieźle. Robota była, ale nie na tyle, żeby sobie flaki wypruwać...

Do czasu. 

Po przerwie z 1100 linii robi się 2000. Zapierdol na maksa. Ja po 4,5h snu, zarwanym weekendzie, niewyspana (energetyk nawet nie próbował postawić mnie na nogi), obolała, stwierdziłam, że skorzystam z prawa, jakie mi przysługuje według umowy - wychodzę równo o 20. Tak mam zapisane w umowie - 12-20 i zamierzałam wrócić do domu wcześniej, co by wyspać się choć trochę. Gdy usłyszały o tym królowe magazynu, dwie największe plotkary, a jedna z nich to już taka chamówa, że szkoda gadać, zrobiły sobie ze mnie wroga publicznego numer jeden. HURR DURR, JAK MOŻESZ WYCHODZIĆ, MIGASZ SIĘ OD ROBOTY, JAK NIE MA ROBOTY TO ZOSTAJESZ, A JAK JEST TO WYCHODZISZ. Więc uznałam, że skoro moja praca i tak nie jest szanowana to od wczoraj wychodzę tylko i wyłącznie o godzinie 20. Miałam takiego wkurwa, że latałam po magazynie jak pszczółka. 

 

Dzisiaj - lepiej, zdecydowanie. Pracy dużo mniej, spojrzenia, ale bez przytyków w moją stronę, no i wyszłam o 20. Owszem, zalałam jeden karton uszkodzonym płynem do mycia okien, ale cóż - odzyskałam większą część towaru (na szczęście nie zamawiali papieru), pośmialiśmy się trochę z kolegą i do końca dnia nie dotykałam Clina, bo zaczynałam chichotać, myśląc o tym, jak człowiek dostaje paczkę, która jebie płynem do okien. Pojawił się tylko inny problem - zahaczyłam w pracy słuchawkami o drabinę i złamał mi się wtyk, ale tak niefortunnie, że połowa została w telefonie. Telefon nadal wykrywał wtyk i pokazywał podłączenie słuchawek, więc nawet do nikogo nie zadzwonić, no masakra. Nie mówiąc o braku muzyki, od której jestem wręcz uzależniona. Powrót do domu, armia pęset, nożyczek, śrubokrętów i nerwów, ale udało się - gówno wyciągnięte i można śmigać dalej. Tylko słuchawki nowe trza będzie kupić... xD

Dzisiaj też państwo z biura mieli pierwszy raz obejrzeć nasze nowe mieszkanie. Ja już wręcz traktuję je jak swoje. No bo co miałoby nie wypalić? Ono jest już nasze i koniec!

 

Lecę się myć i spać. Najgorszy, kryzysowy dzień przeżyłam.

Ave ja. Boska ja.

 

Utwór na dziś:

Fanxy Child - Bermuda Triangle [KOR/ENG SUB]

https://www.youtube.com/watch?v=ZHoLaLlL5lA

;-) zapraszam!