2009/05/29 (Un)believer. |
|||||||||||||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||||||||||||
|
wyślij znajomym | ||||||||||||||||||||||||||
Czasem myślę, że miałeś rację. Sama zastanawiam się nad tym, jak mogę cokolwiek czuć do Ciebie, a szczególnie - tak wielką miłość, skoro tyle jest we mnie nienawiści i niechęci. Odwrócona plecami do całego świata, dumnie unoszę głowę, rzucając przez ramię sporadyczne "nie". Nie wierzę w Boga, nie wierzę w dobroć ludzi, nie wierzę w ich bezinteresowność, wierność i miłosierdzie. Nie wierzę w tolerancję i...
Co więcej, wcale nie czuję życiowej pustki, nie mam potrzeby zwracania się w "ciężkich chwilach" do kogokolwiek. Ot, zaciskam zęby, pięści i idę naprzód. Być może jestem głupia, ale jednocześnie odczuwam wielką ulgę. I zadowolenie. Ze swojej niezależności. Nie, nie mam tu na myśli żadnej emancypacji, zrównania kobiet z mężczyznami. Nie. Powiedzmy, że czuję się na swój sposób "wolna". Wolna od tego wszystkiego, czym współczesny człowiek ma związane ręce. Nie zrobi tego, bo nie wypada, zabrania mu tego wiara. Tego również nie, bo rodzice uczyli, że tak nie można. A ja próbuję, prawie, jak dziecko. Dotykam, smakuję, oceniam.
Empirym w pełnej krasie.
29/05/2009 19:43:21
13/04/2009 22:18:10
10/04/2009 20:43:46
08/02/2009 22:42:45
07/02/2009 8:36:38
05/02/2009 1:27:05
02/02/2009 20:10:26
26/01/2009 22:22:34
Wszystkie wpisy