- Załóż swojego fotobloga!zarejestruj|
- dyskutuj na forum|
- zaloguj
|
2009/04/05
|
|||||||||||||||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||||||||||||||
Kategoria:
Rynek i okolice
|
|||||||||||||||||||||||||||||
Jak Lenin uratował mnie od śmierci (głodowej)
Była to ubiegła niedziela. Wczesnym świtem udałam się oprowadzać wycieczkę na trasie PLACE KRAKOWA. A że tydzień był, ze względu na przeżycia żołądkowe, dosyć ciężki, czułam się dosyć słabowicie. Co prawda w sobotę spożyłam już na obiad PYZY z mrożonki, ale to było wszystko. Toteż gdy pod tzw. Zwisem pożegnałam się z grupą i opadły emocje, poczułam ZEW. Kiszki marsza grały, a do domu daleko. Trzeba było na początek strawersować Rynek, coby dostać się do Bagateli. Tu muszę wyznać, że nie lubię chodzić ulicą Szewską i zawsze wybieram boczną - Św. Anny. Tam też skierowałam swe kroki, gdy nagle... nagle przypomniałam sobie, co wyczytałam poprzedniego dnia w jednym przewodniku z lat 60-tych, szukając czegoś o jakimś placu. Że otóż na jednej z kamienic przy ul. Szewskiej w owym czasie znajdowała się tablica upamiętniająca mądry odczyt, wygłoszony tamże przez towarzysza Iljicza. No, trzeba sprawdzić, czy cudem jakimś tablica nie ocalała z pogromu - pomyślałam i jednak poszłam w kierunku Szewskiej.
Oczywiście po tablicy już ani śladu - ale! Ale właśnie na Szewskiej trwały Dni Myślenic i Koło Gospodyń Wiejskich częstowało żurkiem z jajkiem i kiełbasą!!! Tego właśnie było trzeba moim spragnionym ciepłej strawy wnętrznościom! Przy pomocy plastikowej łyżki poradziłam sobie nawet z kiełbasą! Chwała gospodyniom wiejskim z Myślenic!
A wszystko to zawdzięczam oczywiście Leninowi, bo w życiu bym nie przeszła Szewską.
I tak sobie myślę brzydko o XX-wiecznych burzymurkach... a raczej burzytablicach i burzypomnikach... nic dla przyszłych pokoleń nie zostawili... a jednak żal...
A dla Was pytanko: JAKIE PAMIĄTKI ZWIĄZANE Z LENINEM MOŻNA BYŁO PODZIWIAĆ W KRAKOWIE, DOPÓKI ICH NIE USUNIĘTO W WOLNOŚCIOWYM ZAPALE?
Aaaa, i jeszcze jedno: CO TO JEST TEN ZWIS WSPOMNIANY NA POCZĄTKU? (wcale nie chodzi o knajpę)
W tym samym miejscu znjaduje się też PERSCHING. GDZIE TO JEST?
MARZEC 1968
Ośrodkami dowodzenia ruchu marcowego stały się "Żaczek" oraz akademik przy Reymonta 17, zamieszkany przez studentów AGH. Przez kilkanaście marcowych dni w tych i innych akademikach trwał istny festiwal spontanicznej twórczości studenckiej. Korytarze, stołówki i pokoje pokryły się setkami karykatur zomowców i partyjnych aparatczyków, dowcipnych rysunków i wierszyków, dziesiątkami odezw, deklaracji i oskarżeń. Studneci kpili, urągali władzy i jej kosztem się bawili. Jednak widok z okien "Żaczka" oraz z akademików przy ul. Reymonta nie nastrajał do żartów. Wszędzie tam, a także obok "Cracovii" i na boisku dawnego "Sokoła", władza skupiła znaczne siły milicyjne. W pobliżu koncentrowano też formacje Milicji Robotniczej, której liczebność wzrosła do 4 tys. osób.
Studenci postanowili przekazać światu wiadomość o swoim istnieniu i o celach. W akademikach dało się słyszeć stukot maszyn do pisania. Tylko w samym "Żaczku" pracowało ich około 30.Przepisywano ulotki również w jednostkach organizacyjnych uczelni. Kolportowano je na terenie mniej aktywnych uczelni, gdyż poza UJ, AGH i częściowo PK - pozostałe uczelnie prawie nie brały udziału w "wydarzeniach marcowych".
15 marca odbył się największy wiec pod "Żaczkiem" z udziałem około 4-5 tys. osób. Pomysł, by jeszcze raz iść do Rynku i dać się pobić oraz zagazować, nie znajdował już wielu amatorów. Wiec przegadano, nie podejmując żadnych istotnych decyzji. Ruch zaczął tracić impet, zwłaszcza, że nie poparł go Kościół krakowski: biskupi uważali, że studenckie zamieszki były tylko na rękę partyjnym frakcjom walczącym o władzę.
Marzec był doskonałą okazją do mobilizacji robotników. Partia zorganizowała na Rynku wiec z udziałem 100 tys. osób potępiającyh "marcowe burdy", "warchołów i chuliganów". Na wiec przychodził sekretarz komitetu zakładowego i mówił: GRANDA SIĘ ROBI, TRZEBA USPOKOIĆ GÓWNIARZY. I jechali ludzie - wspominał jeden z pracowników. Niejeden był przekonany, że młodzieży przewróciło się w głowie, tzreba ją zatem przywrócić rzeczywistości, nauczyć szacunku do partii.
"Echo Krakowa" opublikowało obrzydliwy artykuł w formie listu, zatytułowany i podpisany Zrozpaczona matka:
Pytam się studentek - a czego wy chcecie - jakich warunków żądacie? Przecież macie dom studencki jak pudełeczko, wewnątrz czysciutko, urządzone superkomfortowo, łazienki, pokoiki, radio, telewizor. Przecież wam to wszystko dała Polska Ludowa.
przewodnikpokrakowie
- 16/04/2009 14:37:18
prooban
- 06/04/2009 16:06:28
farfallapl
- 06/04/2009 14:34:15
aseczek
- 06/04/2009 13:45:23
12/02/2012 12:17:00
08/02/2012 11:49:29
05/02/2012 11:18:06
29/01/2012 12:41:12
22/01/2012 11:42:21
15/01/2012 11:52:35
07/01/2012 13:43:33
03/01/2012 13:53:02
Wszystkie wpisy