- Załóż swojego fotobloga!zarejestruj|
- dyskutuj na forum|
- zaloguj
No to ZAMIENIŁ STRYJEK SIEKIERKĘ NA KIJEK!
Oj, mamy się z pyszna z Nową Derechcją!
Myślę poważnie o założeniu zeszyciku, żeby notować na gorąco wszystkie pomysły i odzywki. Każdy dzień niesie nową sensację. Oczywiście jest to sensacja na miarę naszego grajdoła, ale zawsze. Nowa Derechcja jest zupełnym przeciwieństwem Starej: Stara miała ADHD działaniowe, Nowa nie wie, na jakim świecie żyje, toteż wyznaje dewizę "mało, ale dobrze" - przy czym jest to dobrze w szczególnym rozumieniu. Dobrze, to znaczy, żeby nie miała nic do roboty, a za to mogła wykazać w sprawozdaniu, że było wzięcie, że przyszło 150 osób. Oj, jak ona się rozczaruje, oj oj. Toż to będzie rozkosz obserwować :)
Ponieważ nowa mietła - nowe porządki, na początek mamy się wszyscy przenieść z biurami z parteru i I piętra na II i III. Ha ha. Tak, tak, na pewno zaczniemy ciągnąć kabelki oraz przystosowywać mebelki kupowane kiedyś na wymiar do nowych pomieszczeń. Skoro ten pomysł upadł, Nowa wymyśliła, że Wasza Ulubiona Przewodniczka (plus druga koleżanka, która też nie jest na etacie) będzie podpisywać umowę - zamiast na kolejne 10 miesięcy - na TRZY. Po czym będzie następować przerwa, na przykład na 2 tygodnie. I znów umowa na trzy miesiączki i znów przerwa. Jestem ZA. To będzie bardzo śmiesznie dla użytkowników, że tak powiem, mojej pracy. Bo ogólnie chodzi o to, żebyśmy czasem nie domagały się od Fabryki jakiejś emerytury w przyszłości albo co. Żebyśmy ciągłości nie miały. To już 10-miesięczna umowa nie wystarcza.
Tymczasem dostałam rozpaczliwego maila z prośbą o jakąś tam pomoc od Starej Derechcji. Pomocy udzieliłam, przy czym zapytałam, jak idzie w nowej siedzibie, gdziesik tam w Skandynawii.
- Lepiej było w Krakowie, ale z czasem przyzwyczaję się - wyznała Derechcja.
Ha ha. A było nie mawiać, że to gówniany kraj, ten nasz :)
W kwietniu u Karmelitanek na Łobzowskiej trwały prace remontowe, a jak to miejsce wygląda teraz - nie wiem, bo nie byłam od tej pory. Wyzywam więc na pojedynek! Kto był i ma aktualniejsze zdjęcie!
Tymczasem zaczynam mroczną i ponurą historię sprzed lat prawie stu czterdziestu, związaną z klasztorem Karmelitanek Bosych, ale tych drugich, z ulicy Kopernika.
Sprawa to jedna z najgłośniejszych w kronice kryminalnej Krakowa. Pisano o niej bardzo wiele: stała się przedmiotem brukowych powieści, a nawet dramatów.
My jednak ograniczymy się do FAKTÓW.
Do Sądu Krajowego w Krakowie w dniu 20 lipca 1869 roku wpłynęło doniesienie o fakcie uwięzienia w klasztorze Karmelitanek Bosych na Wesołej jednej z zakonnic. Anonimowy informator podawał, że owa zakonnica trzymana jest w nieludzkich warunkach i żądał interwencji sądowej. Pisma nie zbagatelizowano: postanowiono sprawdzić prawdziwość informacji. Tego samego dnia został zwołany na nadzwyczajne posiedzenie senat karny Sądu Krajowego, bowiem kwestia była bardzo drażliwa. Ewentualne konsekwencje podjętej decyzji mogły wywołać konflikt pomiędzy władzą świecką i duchowną. Zbadano tekst obowiązujących przepisów o stosunkach między Państwem a Kościołem. Odrzucono wniosek jednego z sędziów, by zwrócić się do biskupa z prośbą o zbadanie prawdziwości doniesienia - bowiem obawiano się, że w wypadku prawdziwości faktów władza kościelna może zatrzeć ślady przestępstwa.
Sprawę powierzono jednemu z najzdolniejszych sędziów śledczych, Władysławowi Gebhardtowi. Ten z miejsca zarządził przeprowadzenie dyskretnego wywiadu policyjnego. Informacje zebrane poufnie przez policję pozwoliły stwierdzić ponad wszelką wątpliwość, że wymieniona w anonimie zakonnica figuruje na liście mieszkanek klasztoru.
Następnego dnia Gebhardt udał się do biskupa administratora ówczesnej diecezji krakowskiej, znanego zresztą austrofila i bardzo surowego w postępowaniu w sprawach dotyczących zachowania się podległego mu duchowieństwa. Zraził sobie, nawiasem mówiąc, opinię publiczną swoją opozycją przeciwko powstaniu styczniowemu. Gebhardt powiadomił biskupa o treści anonimu i poprosił o udzielenie zgody na dopuszczenie komisji sądowej na teren klasztoru chroniny klauzurą oraz o oddelegowanie do tej komisji własnego przedstawiciela. Biskup co prawda zaprzeczył, aby fakt uwięzienia był możliwy, ale zgodził się na zbadanie na miejscu sprawy.
Jeszcze tego samego dnia komisja dotarła do furty klasztornej. Gebhardt rozlokował dyskretnie w pobliżu klasztoru pluton żandarmerii austriackiej.
CZY JUŻ SIĘ DOMYŚLACIE, O JAKĄ SŁYNNĄ SPRAWĘ CHODZI?
JAKIE NAZWISKO NOSIŁA UWIĘZIONA ZAKONNICA?
JAK NAZYWAŁ SIĘ BISKUP-ADMINISTRATOR?
Udzielili się na forum zagadkowym Prooban, Nicodeme, Cami, Nadjamfotos i Jolkos - witam nową :)
roza
- 07/10/2008 23:07:14
fotoedo
- 06/10/2008 8:15:16
12/02/2012 12:17:00
08/02/2012 11:49:29
05/02/2012 11:18:06
29/01/2012 12:41:12
22/01/2012 11:42:21
15/01/2012 11:52:35
07/01/2012 13:43:33
03/01/2012 13:53:02
Wszystkie wpisy