Jak zawsze przychodzi pora na podsumowanie roku. Zazwyczaj robię to tutaj (w zeszłym roku tego nie robiłem)... chociaż może to odrobinę żałosne, to i tak jakoś pomocne, nie będę przecież opowiadał komuś po kolei swojego roku. Przyznam się, że to pomaga trochę cofnąć się w czasie i zauważyć to co w tamtej chwili nie wydawało się istotne. Zdjęcie trochę dziwne, bo w sumie wyglądałoby jakby to był njważniejszy element tego roku a tak wcale nie było.
2011- dziwny rok w sumie. Jednocześnie bardzo ciężki i jednocześnie było w nim tyle luzu co nigdy dotąd. Rozpoczął się na Jasnych Błoniach na koncercie Myslovitz. I jakoś nie mogę uwierzyć że dopiero rok od tamtego momentu minął. Tak, ten rok, wydaje mi się momentami strasznie długi.
Początek: był nerwowy. W sumie dobrze, że nie pamiętam tamtych porażek na Golisza. Jakoś wydaje mi się, że jeżdże Hyundayem od nie wiadomo kiedy, a mam go hmmm miesiąc z kawałkiem? No ale dopiero w lutym można było odhaczyć. A wcale nie było to takie trudne. Durny stres, durne przeświadczenie o byciu gorszym, głupi niepokój. Dobra, za mną! Potem był pamiętny moment mówienia prawdy o kimś. Tak, to strasznie dziwne, że na początku trudno przechodzi przez gardło wyrażenie "Jesteś chujem", a jaka potem satysfakcja (zbyt długa historia by tu rozwijać ten niesamowity wątek). To był już marzec... Wtedy powoli się zaczęło. Całe maturalne piekiełko. W sumie to wszystko związane, głównie z prezentacją, było straszne. To znowu to dziwne przeświadczenie, że się nie powiedzie. Strach przed biologią i względny spokój przed chemią. Kwiecień miesiącem książnicy. o tak.
Dobra, koniec chaosu czas się skupić, bo sam nie wiem co piszę xD. Koniec kwietnia był dosyć ciepły, tyle pamiętam. Poszedłem na zakończenie roku, które było jakieś dziwne. Wszedłem na aulę, a potem nie mogąc usiedzieć wyszedłem z niej. Poszedłem z kilkoma osobami na papierosa. Oczywiście, ja nie paliłem. To wszystko było dziwne, w ogóle nie czułem, że coś się kończy. Potem było rozdanie świadectw i to zdziwienie, gdy ktoś odczytał, że kazdy z nas posiada "wykształcenie średnie". Następnie poszliśmy do Petit Paris. Ale zanim doszliśmy, a własciwie zanim ruszyliśmy spod szkoły byliśmy świadkami sceny. Jakiś pan próbował skakać z okna, zamknęli Pobożnego, i stali ludzie pod budynkiem... z komórkami, gotowymi do kręcenia. Świat jest dziwny. W domu aż musiałem się przekonać czy coś zaszło - okazało się na szczęście że nie, ciekawe czy młodzi reporteży byłi zawiedzeni. Powracając na własciwy temat. Rozeszliśmy się i nawet nie do końca sobie zdawałem sprawę co mnie czeka po długim weekendzie. Matura z polskiego, matematyki, angielskiego. W sumie nie za bardzo się przejmowałem. Wystarczyło mi to 30%. Wiedziałem, że więcej w sumie nawet nic mi nie da. Ale nadchodziło najgorsze dla mnie - biologia i prezentacja. Biologia to było coś czego się spodziewałem. Nie to co zawierała, wcale nie znałem zagadnień jakie poruszy, ale to że po prostu mnie zagnie (wiem, że to zdanie nie ma sensu, ale chyba wiecie o co mi chodzi?). Do tej pory nie wiem o co mnie pytano. Ale oczywiście nie uniknąłem głupich błędów. Nienawidzę matury z biologii. No to został jeszcze jeden słaby punkt - prezentacja... A tutaj, po drodze, zaskakująca chemia. Po tym też się spodziwałem porażki. Siedziałem tam CAŁY przeznaczony czas i nie zrobiłem wszystkich zadań (a własciwie jednego w którym nie wiedziałem co tak naprawde mam zaznaczyć...). Po chemii wypadałoby napisać prezentację. Piszę o tej prezentacji i piszę. Nie, nie bałem się PREZENTACJI. To wiedziałem że jakoś pójdzie. To wcale nie jest trudne jak się ma materiały, ludzi, internet... Bałem się rozmowy! Rozmowa to był mój koszmar. W dodatku to na niej lekko się zamotałem.... Na jedno pytanie bełkotałem bez sensu. Ułożyłem bezsensowne zdanie. Ale to dziwne, w tamtym momencie się tym nie przejmowałem. Myślałem tylko o końcu i byle nie robić zastoju, byle nie przestać mówić. I w sumie to mój sukces. Chciałem 30 dostałem 85%. I luz. Luz, który miał nastąpić. Ale jak byc wyluzowany, jeżeli masz miesiąc czekać na gówienko świadczące o Twojej przyszłości? W dodatku masz przeświadczenie, że poszło bardzo źle, a znajomi którzy są lepsi od Ciebie też twierdzą że poszło im strasznie. Nadzieja, nadzieja - po co to komu? Można by było podejść na luzie. Człowiek przygotowuje się do porażki. Porażka nadchodzi, nie jest źle, dopóki nie zaczyna myśleć. Ba! Gorzej! Zaczyna myśleć o sukcesie innych. To brzmi jak jakaś zawiść, a chodzi znowu o to przeświadczenie "Jestem gorszy". Jaki to ma sens?
Koniec maja i czerwiec:
Pod koniec maja wyjechaliśmy z klasą do Ińska (byłą już klasą). Pod koniec maja zacząłem szukać pracy. Pod koniec maja byłem w Poznaniu (żałuje, że nie zostałem sam dłużej, bo przewidywałem, że mogę tam już nie wrócić). Czerwiec oparł się na bezowocnym poszukiwaniu pracy i marudzeniu, marudzeniu o nieudanej maturze
.
No i przyszedł ten 30 czerwca. I wcale nie poszło tak źle. No ale jak wspominałem, dopóki nie rozpoczęło się myślenie, głupie myślenie.
Lipiec, sierpień, wrzesień: gnuśne gadanie, nuda, dalsze marudzenie, zło, zło, zło i facebook. Tak! Nareszcie coś! Był konkurs na stronie Hortexa na Fejsie i udało się wygrać bilety na Jarocin, na który pojechałem z osobą, z którą nie spodziewałbym się pojechać. Odskocznia. Tak nareszcie poza Szczecinem i od razu więcej radości :D. Potem były 19. urodziny, na które dostałem pracę. O tak! Nareszcie skucesy! Nareszcie jakaś radość! Teraz była perspektywa wyjazdu na festiwal, potem do Krakowa. Kraków! To był magiczny wyjazd! Coke! To było niesamowite przeżycie.
Październik: To dziwne. Inne otoczenie, inni ludzie, a ja czuje się też inny. Może to jakieś podświadome zakładanie "maski", ale nie sądzę. Sądzę, że wakacje, nowe otoczenie to jakoś pozytywniej na mnie wpłynęło. Całe marudzenie tuż przed, że nie wiem po co tu idę, prawie od razu zniknęło. Bardzo szybko pozytywniej nastawiłem się do mojego kierunku.
Listopad: Nowy członek rodziny. Cóż! To naprawdę dziwne jak zmienia się nastawienie co do dzieci, gdy do tej pory nienawidzisz ich, boisz się ich i obrzydza Cię sama myśl na to, że znowu zaczną ryczeń (no to ostatnie nie do końca się zmieniło). Adaś - drugi wnuk. Ale włącza Ci się myślenie: biologicznie jestem dorosły, dlaczego psychicznie nie? Skoro ma się dziwne nastawienie dostaje się w zamian samochód, tylko że tyle kasyyy?!
Grudzień: Blablabla! Kalendarze! Okaleczone palce, zepsute spodnie i brak prezentów. Święta, które miały być beznadziejne, okazały się w porządku.
I zostaje kilka kwestii. Poza ważną biologiczną..., Dlaczego zostałem SAM na sylwestra? o.O
Nie, nie... To mam nadzieję, że się rozwiąże. Gorzej z inną kwestią:
CO ROBIĆ DALEJ? JAKI JEST MÓJ CEL?
Chyba trochę się zgubiłem. Nie wiem co chcę osiągnąć. Jakie studia wybrać? Zostać - chętnie, ale co potem? Iść? Ale gdzie? Farmacja? Na pewno? Medycyna? Czy w ogóle dam radę? Czy to dla mnie? Coś innego? Ale co? Za dużo pytań. Nie wiem jak decydować. Nie wiem. Dobrze by było wyjechać- to może sprawi, że dorosnę. Może. A może tylko mi się wydaje tak teraz, bo utknąłem tutaj?
Nie rozumiem chyba nic z tego co napisałem. Łatwiej by było jakbym prowadził spójniejszego fotoblosia jak kiedyś. Ale w sumie po co? Sam marudzę na swoją dojrzałość a bawię się w zabawy dla 12-latek z nadmiarem czasu wolnego.
Szczęśliwego Nowego Roku i zabierzcie mnie gdzieś na Sylwestra bo znowu zaczne jakieś drune rzeczy pisac :P.
21/05/2012 20:39:30
06/05/2012 22:31:45
17/03/2012 21:55:32
07/03/2012 15:24:32
12/01/2012 20:15:02
27/12/2011 19:03:49
24/12/2011 15:36:32
15/10/2011 20:46:26
Wszystkie wpisyokee
pijackieburdy
likeyoumeanit
temperchild
rodiflodor
maszaku
bubienczyk
chimeryczny
Wszyscy znajomi