Nie mogę się nadziwić jak człowiek bardzo może się pomylić, co do człowieka.
Zakładasz maskę i udajesz kogoś kim nie jesteś.
Tak jakbyś chciał stać się jakimś marnym amerykańskim aktorem.
Wczuwasz się w daną rolę i grasz ją w życiu.
Każde życie to jakiś film.
Staramy grać kogoś dla zabawy.
Są też tacy, którzy nie odróżniają już wcale życia od takiej rólki.
Jeden zasługuje na Oscara, a jeden na Złotą Malinę.
Czasami ci aktorzy za bardzo wczuwają się i zapominają o całym świecie.
Kiedyś się przebudzą z tego snu i staracą grunt pod nogami.
A może ujdzie na sucho?
Różnie bywa...
Dla mnie ostatnio wszystko nabrało tępa.
Poplątane jest wszystko.
Są i przyjaciele, którzy ratują i wspierają.
Zakładasz maskę i udajesz, że Ciebie nie ma.
A jutro?
Chcę iść do kina, a potem.. kto wie.