Wspinał się z plecakiem na wierzchołki sosen. Jego dłonie pachniały żywicą jak drzewa, więc kiedy pod wieczór zachodził do gieesowskiej knajpy na piwo, ludzie mówili: "Las przyszedł". Bywalcy lokalu dostawiali obite podartym skajem krzesełka do stolika, przy którym usiadł. A on mówił: w Ciepierzycach był weterynarz z miasta, młody Matwiejuk prowadzał się z Oleńką po buczynce, z huty znowu szedł różowy dym - bo widział to wszystko z góry. Dzięki Lasowi pomalowane olejną farbą ściany speluny zaczynały prześwitywać, przepuszczać prawdziwszy i piękniejszy niż knajpiane wnętrze świat. Ci, którzy cały dzień przedrzemali tu z głowami na blatach, teraz ze wzrokiem utkwionym gdzieś w dali - w rysach i pęknieciach - dziwili się nowemu autu weterynarza, pięknej Oleńce lub różowej chmurze nadciągającej nad ich głowy. Zbudzeni ze snu, nie pragnęli już maligny, ale bab z krwi i kości. Las pachnial żywicą, knajpa - rozlanym piwem, a ich nagle dopadała woń dojrzewających w sadzie papierówek, wywiewany na podwórze zaduch stajni, słodki posmak miodu z pasieki i wzruszonej hakami ziemi. Jeśli nie przepili wszystkiego, wyłuskiwali z kieszeni drobniaki na czekoladę dla dzieciaków i z tabliczką w ręce wychodzili na Drogę.
pjotruska.blog.pl 2005-03-20
FOT. PJOTRUSKA
14/02/2012 22:43:33
13/02/2012 23:34:55
27/01/2012 22:42:55
06/07/2011 22:37:42
03/05/2011 21:21:54
19/04/2011 20:43:14
03/03/2011 21:32:43
22/01/2011 18:46:21
Wszystkie wpisy